Po pierwsze dawno nie czytałam tak dobrze poprowadzonego wywiadu. Przeważnie można trafić na dobre pytania, ale już naprawdę rzadko na głębokie rozumienie tej drugiej strony i odpowiednie stawianie problemów, a tak właśnie robi Mennekes w wywiadzie z Billem Viola. Po prostu dwóch rozmówców na poziomie spotkało się. Po drugie to,co tu umieściłam inspiruje mnie najbardziej. Szukam inspiracji do działania, bodźców do nie zmarnowania tych dwóch lat i tego, czego potencjalnie mogę nauczyć się na tych studiach.rana jest miejscem, przez które światło wstępuje w ciebie. Musi więc istnieć jakiś otwór, jakaś droga, którą otwierasz swoje serce, otwierasz swoje istnienie, by stać się wrażliwym na wszechświat, na naturalny i duchowy porządek. I ten rodzaj rany jest owym najgłębszym miejscem, z którego wyrastają wszystkie tego typu rozmyślania transcendentalne i przeżycia duchowe. I sądzę, że ukierunkowanie w nas samych, tego rodzaju siła jest potrzebna, aby móc coś takiego osiągnąć. No i zdolność "bycia przytłoczonym".Studiowaliśmy Zen w Japonii ze wspaniałym człowiekiem o imieniu Dian Tanaka, kiedy mieszkaliśmy tam w 1980/81 roku. I pewnego dnia on powiedział mi coś naprawdę istotnego, o czym nigdy wcześniej nie myślałem. Pokazywałem mu moje prace i opowiadałem o problemach związanych z ich tworzeniem, a on powiedział: Musisz uczyć się pracować z pozycji słabości. Żaden profesor sztuki nigdy mi tego nie powiedział. Wszyscy staramy się tworzyć arcydzieła, prawda?F.M.: Tak - wspaniałe prace, wspaniałe rzeczy.B.V.: Powiedział mi jeszcze, że trzeba się oczyścić, poczuć się zagubionym. Bo kiedy jesteś zagubiony, to jedyny czas, kiedy możesz naprawdę zrobić tak zwany krok wiary; wszyscy wielcy artyści w pewnym momencie stawali na krawędzi klifu i zdawali sobie sprawę, że nie da się przerzucić mostu nad przepaścią pomiędzy ich umiejętnościami a marzeniami, zatem tak czy siak musieli skoczyć. I można znaleźć ten moment u wszystkich wielkich artystów, u Tycjana, Michała Anioła, Rafaela, aż po dzień dzisiejszy. Ten moment, kiedy wychodzisz poza swoje myślenie. I nawet nie opierasz się na wyuczonej wiedzy specjalistycznej. Jesteś taki "...ach!". I to jest właśnie najpiękniejsze, i jest to też może najtrudniejsze. Wiele razy stajesz na krawędzi i nie chcesz iść dalej.B.V.: Mógłbym robić zdjęcia jak te tutaj, które pochodzą z pewnego rodzaju snu lub wspomnienia, a ludzie, którzy mieli takie same doświadczenia, mogą je zrozumieć. I to jest moja droga; pracuję, by zrozumieć i dotknąć więcej rzeczy, i jeśli mogę pociągnąć więcej ludzi za sobą i dać im trochę doświadczenia, którego mogą użyć, to jest cudownie. Nie obchodzi mnie, czy moja sztuka jest ładna, czy dostaję najlepsze recenzje w "New York Times" albo czy sprzedaje się wiele dzieł w galerii. To, na czym mi zależy, to przydatność. Czy to jest przydatne? Możesz to wykorzystać? Odkryłem to w Japonii w 1980 roku. Moja żona Kira i ja byliśmy tam w ramach programu wymiany kulturowej, i byliśmy w muzeum sztuki Suntory. Była tam wystawa stworzeń schodzących na ziemię, by pomóc ludziom. Byliśmy sami w muzeum cały poranek, staliśmy, patrząc na nie, ustawione w rzędzie. Było ich chyba dwanaście i były bardzo stare. Miałem przewodnik i czytaliśmy z niego i o nich, kiedy przyszła starsza Japonka; potrąciła mnie, powiedziała: "Och, przepraszam" i poszła wzdłuż rzędu posągów z takim jedwabnym modlitewnym szalikiem, który kładła na każdym z nich, kłaniała się i coś mówiła do każdego z nich. Patrzyłem, jak to robi. A ona się odwróciła, ukłoniła głęboko i odeszła. I byłem zszokowany - nie wolno dotykać dzieł w muzeum, a nawet będący tam strażnik nic nie zrobił.F.M.: Pokazała ci to, czego brakowało ci w sztuce i doświadczeniu z nią związanym?B.V.: Tak, pokazała mi, że nie chodzi tu tylko o spojrzenie na formę, odczytanie dat, rozpoznanie stylów. Zdałem sobie sprawę, że to, co robiłem do tej pory, przypominało zachowanie kogoś, kto patrzy na komputer i jego wyświetlacz: klawiatura jest tu, ekran jest tu, twardy dysk jest tu - wszystko jest oddzielone i nie jest podłączone. Tak więc po prostu patrzyłem na te obiekty jak na zaprojektowane obiekty właśnie, a ona przyszła i uruchomiła sztukę. I stało się to żywe, oddychające; prawdziwa moc. W Japonii zdaliśmy sobie sprawę, że wszystkie te świątynie miały takie byty, miały duchową moc. W Ameryce, w Europie, w Niemczech, gdziekolwiek idziesz do muzeum, jest tak samo. Jeśli jesteś cichy i wrażliwy, czujesz je, mówiące do ciebie. I to jest dla mnie bardzo prawdziwa, poważna rzecz. To jest autentyczne.***
***
Każde dziś jest tylko teraz, żadne nie powtórzy się. Każde dziś jest szansą na przeżycie czegoś, na zasmakowanie czegoś,na naukę. Jest też szansą spotkania drugiego człowieka,czasami jedyną, więcej wspólnego dziś nie będzie. Podsumowując każde dziś jest dobre,nawet te trudne, bo jedyne,niepowtarzalne, a zawsze COŚ przynosi. Nie zawsze je wykorzystujemy, owszem. Ale zawsze MOŻEMY je wykorzystać. To już zależy od nas,czy szansa przejdzie nam koło nosa,czekając do nowego świtu,czy choć garść z tego dnia zostanie z nami, będzie wykorzystane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz