piątek, 30 listopada 2012

Choroba, jako bunt organizmu żądnego odpoczynku.

Zmieniłam sobie lekarza na studenckiego. Lekarstwa zamiast 100zł, kosztowały 16,50, zwolnienie od tak,żadnych narzekań, że lekarz ma za dużo pacjentów, mimo że dzwonisz o godzinie 8rano,a dodatkowo doktor był sprytny i kazał mi zostać w łóżku do niedzieli. Bo jak mi się spytał od kiedy ma mi  zwolnienie wypisać, to ja mu po wiedziałam "nie, nie ja chodziłam na uczelnię i do pracy, ja dziś dopiero tak...".No to jestem w domu,czytam sobie,oglądam sobie telewizję, mam ciepło,jestem sama w mieszkaniu babci i jest fajnie.

***
Siedzą sobie ludzie w pociągu,przedział jest wypchany nami. Parka litwinów,parka z erasmusa(ona Polka,on z indii, ale generalnie to z Niemiec:D)ja, jakiś tam studencik, jakaś licealistka. Studencik nadąsany wychodzi, wchodzi inny. I to jest tak zwany pstryczek, który uruchamia cały przedział. Chłopak jechał z nami tylko 40 min, ale buzia mu się nie zamykała,zintegrował cały przedział i trochę jeszcze później sobie pogadaliśmy. Właściwie to był takim typem, który wszędzie, z każdym pogada, dużo podróżuje i nie ma żadnych barier, i to nawet było fajne, choć zabawne,poczciwe.
I życzył mi powodzenia ze sztuką :)

Bo właściwie, dlaczego tak po prostu ze sobą nie rozmawiać?
***
Dałam się oszukać trzem panom na starym rynku. Mówili, że są z Wrocławia i nie wiedzą dokąd by się tu wybrać i jak trafić tam i tam. To ja chciałam ich tam zaprowadzić, po czym sprytnie wychwyciłam, że mi tu pan jeden operuje skrótem nazwy tego miejsca i takie"halo,halo, ale skąd ty to wiesz?" Panowie mieli dobrą ściemę, byli z Poznania, z polibudy. Jeden z nich był taki spokojny niesamowicie, zwłaszcza, że to noc była, wszyscy wokół pijani,miał takie spokojne oczy i patrzył się tak przenikliwie. Całą trójkę zaprowadziłam do moich trzech kumpel, który postanowiły dokończyć nasz wieczór w pijalni pobliskiej, zapoznałam kogo trzeba z kim trzeba i poszłam sobie spać :D Ale spojrzenie tego pana i jego dłoń wplątana na krótki moment w moją,pozostały ze mną.

Bo tak generalnie to wreszcie pograłam w alkochinczyka i to z arcyciekawymi zadaniami, znów w przeciągu ostatnich dwóch tygodni spotkałam starych przyjaciół z rodzinnego miasta  i spotkałabym ich znowu w przyszłym tygodniu, gdyby nie moje obowiązki.

A najlepsze, że jestem Eve Green i już nawet obcy ludzie mi to mówią.
***
Sierota-genialny thiller,taki...prawdopodobny...i taki...skojarzeniowy w jakiś sposób.
***
Kiedyś zamieszkam w Krakowie. Koniec.Kropka. I będę chodzić słuchać jazzu w pubach :D
***
Właściwie to wszelkie notki uciekły mi z głowy i robię sobie taki mini pamiętniczek dziś. Dla samej siebie, ot co. Kiedyś, po latach, może wspomnę tego alkochińczyka, gdy to dzwoniłam do Angeli jako telefon do przyjaciela i pytałam się z czego jest taki a taki rodzaj sera, gdy śmialiśmy się wszyscy po staremu, albo kiedy dosiadł się do nas Ukraińczyk wyglądający jak młody Jude Law,mówiący ,że ok, na Ukrainie piją więcej, ale on to w Polsce i tak nie podoła :D, czy tego starszego pana ,który postawił nam wszystkim piwo, a przyszedł tylko o drogę spytać i tę piękną panią u jego boku, spotkali się po latach, bo on teraz biznesmen,artysta zagraniczny od dawna i nagle spotyka na ulicy koleżankę z czasów studenckich, która notabene jest z Warszawy,to taka ładna historia. A pan mimo,że studiował tu prawo, zaliczył w Pzń wszystkie swoje pierwsze razy, ale z nauki nic nie pamięta,zamiast tego domki w górach, które wtedy były dostępne dla studentów :D echhh,a nam to już nic takiego nie udostępniają.


2 komentarze:

  1. "Bo właściwie, dlaczego tak po prostu ze sobą nie rozmawiać?" - i to jest dobre pytanie!

    Jak się skończył alkochińczyk? :D

    I ja będę wpadać do Ciebie, dobra? Jazzu to słuchać nie chcę, ale wpadnę chętnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No pytanie świetne, zwłaszcza że sobie po jego wyjściu porozmawiałam miło z licealistką, a przed samym wjazdem do poznania z litwinami bo też akurat budzili się na wysiadkę w Pzń. I było normalne i fajne to. Alkochińczyk mnie wkurzył ociupinę, bo trzy razy próbowałam wygrać obiad dla dwojga-bo to gra co poniedziałek u mojej znajomej w pracy,my byliśmy królikami doświadczalnymi,pierwszy raz graliśmy w to:D i na ostatnim polu jak staniesz masz obiad dla dwojga, no i obiadu nie wygrałam,nikomu się nie udało,wszyscy już byli pijani, podaliśmy swoje uwagi, dopiliśmy darmo shoty i poszliśmy :D

    a wpadaj,wpadaj,koniecznie. Będziemy spacerować i znajdziemy coś ala Van Gogh,coś naszego tylko do siedzenia;) a wcześniej do wrocławia zapraszam,artterapię może będę tam robić.Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń