I nawet gry komputerowe to nasze nowe tożsamości,yeah. Szkoda, że najnowszy Max Payn stawia opór piracki i nie chce działać.
Moją inspiracją dnia został Fernando Pessao, nie tylko za twórczość, ale i za heteronimy. Miał ich kilkadziesiąt. Niesamowite.
a oto jego mały przykład dorobku:
Fernando Pessoa: Dwa wiersze Alberta Caeiro
* * *
Mało mnie obchodzi.
Co mało mnie obchodzi? Nie wiem, mało mnie obchodzi.
.
* * *
Kiedy wróci wiosna,
Być może, już mnie nie znajdzie na świecie.
Chciałbym teraz móc sądzić, że wiosna jest człowiekiem,
Ażeby móc przypuścić, że zapłakałaby,
Widząc, iż utraciła jedynego przyjaciela.
Lecz wiosna nawet nie jest rzeczą –
Jest formą wrażenia.
Nawet nie powracają kwiaty ani zielone liście.
Są nowe kwiaty, nowe zielone liście.
Są nowe ciepłe dni.
Nic nie powraca, nic się nie powtarza, bo wszystko jest rzeczywiste.
[...] są w prozie wstrząsające subtelności, w których wielki aktor, Słowo, rytmicznie przetwarza w swej cielesnej substancji nieuchwytną tajemnicę Wszechświata.
Słowa są dla mnie czymś namacalnym, są syrenami, ucieleśnionymi zmysłami.
Czytam i staję się wolny.
Każdy człowiek, który wie, jak powiedzieć to, co mówi, jest na swój sposób Królem Rzymu.
Moja dusza jest ukrytą orkiestrą: nie wiem, na jakich w moim wnętrzu gra instrumentach, skrzypcach czy harfach, cymbałkach czy tamburynach. Znam siebie tylko jako symfonię.
Czuć wszystko na wszystkie sposoby; umieć myśleć emocjami i czuć za pomocą myśli; nie pragnąć wiele i tylko w wyobraźni; cierpieć z kokieterią; widzieć jasno, aby pisać celnie, poznać siebie wraz z udawaniem i taktyką [...]
Czuć to bardzo nudne [...] Sama prostacka forma tego zdania dodaje mu jakby soli i pieprzu.
Istnieją metafory bardziej rzeczywiste niż ludzie chodzący po ulicy. Istnieją obrazy w zakątkach książek bardziej żywe niż wielu mężczyzn i wiele kobiet.
Najbardziej prostackie w snach jest to , ze wszyscy je mają.
Bardziej mi żal tych, co myślą o rzeczach możliwych, słusznych i bliskich, mogących się zdarzyć niebawem, niż tych, którzy śnią o rzeczach niezwykłych i odległych. Ci ostatni, śniący o wielkości, albo są wariatami i wierzą w to, o czym marzą, i są szczęśliwi, albo są zwykłymi marzycielami, dla których urojenia są muzyka duszy, która ich upaja, lecz nic im nie mówi. Lecz ten, co marzy o rzeczach możliwych, może rzeczywiście doznać prawdziwego rozczarowania. [...] Marzenie, w którym widzimy rzeczy niemożliwe, już przez to samo nas ich pozbawia, ale marzenia, które mogłoby by być spełnione, wplątuje się w nasze życie i pozostaje do spełnienia. Jeden żyje w całkowitej niezależności od życia. Drugi uzależniony jest od przypadku, jaki życie niesie.
Śpię, kiedy śnię o tym, czego nie ma: budzę się gdy marzę o tym, co mogłoby się stać. (...)
Jeśli nie mam żadnych innych cnót, to przynajmniej mam jedną: stale doznaję nowych wrażeń.
Współżycie z innymi jest dla mnie torturą, a mam innych w sobie. Nawet z dala od nich jestem zmuszony do współżycia z nimi. Jestem sam, a otacza mnie tłum. Nie mam dokąd uciec, chyba, że ucieknę od siebie.
Oto główny błąd wyobraźni literackiej: myśleć, że inni czują to, co my. Lecz na szczęście dla ludzkości każdy człowiek jest tylko tym, kim jest, a jedynie geniuszowi dana jest możliwość bycia kilku różnymi ludźmi.
Człowiek może, jeśli posiada prawdziwą mądrość cieszyć się widowiskiem całego świata, siedząc na krześle, nie umiejąc czytać, nie rozmawiając z nikim, używając tylko swych zmysłów i posiadając duszę, która nie zna smutku. Trzeba monotonna egzystencję uczynić taką, aby nie była monotonna. Uczynić powszechność nieszkodliwą, aby najmniejsza rzecz stała się rozrywką.
Gdybym dotarł do nieosiągalnych krajobrazów, cóż by mi pozostało nieosiągalnego?
Monotonia, matowa jednostajność dni sobie podobnych, brak różnicy między dziś i wczoraj – niech tak będzie zawsze, a moja dusza niech będzie dość czujna, aby cieszyć się muchą [...], cieszyć się wybuchem śmiechu, który dobiega z jakiejś ulicy, całkowitą wolnością z powodu nadejścia godziny zamknięcia biura, jak również nieskończonym wypoczynkiem świątecznego dnia.
Momenty, momenty, momenty. Ciemności zwęglone ciszą.
Jedni rządzą światem, inni są światem.
Zawsze obce mi było pragnienie, aby mnie rozumiano. Być rozumianym to prostytuować się.
Ok. To teraz Gurawski,od razu po R.A. Fantastyczny człowiek,niezwykle subtelny,zabawny,oddany Grotowskiemu,nazywał go swoim mistrzem,a jednak,jednocześnie,miał w sobie jakiś dystans,może i dlatego,że nie był jego aktorem,o aktorach sam mówił,że podporządkowali się i oddali Grotowi całe swoje życie.Patrząc na jego spojrzenie na układ widowni i sceny,na jego proste rysunki,które nawet ja mogę wykonać,w trochę gorszy sposób,pomyślałam,że trzeba o tym pamiętać. O scenie i widowni, o relacjach,ułożeniu i znaczeniu tego ułożenia. I nie wiedziałam, że Kantor był tak cudownym magikiem-magik to dobre słowo. CHodził w czarnej pelerynie,w kapeluszu takim dużym,czarnym, za który mógł pójść do więzienia w czasach komuny i jedną rękę nosił tak ładnie wygiętą, w białej rękawiczce. I miał laskę. Arystokrata,pierwsza klasa. I był teatrem, jak to mówił Gurawski. Wybijał się z tłumu szarych ludzi,szarej rzeczywistości. Dziś wszyscy ubierają się kolorowo,to już nie te czasy. Ale wtedy jego czerń,czy śnieżnobiałe koszule, jego ZAKAZANE szelki,spodnie w kratę, to było jego przedstawienie,w życiu codziennym.
Ach,ach i tak byłam zasłuchana w tego starszego pana, że usłyszałam DZIWNY dźwięk, który tak naprawdę był dźwiękiem aparatu. Spojrzałam się w tę stronę,bo to niedaleko mnie było, fotograf wtedy wyjrzał zza aparatu i spojrzał się na mnie i poczułam się przedziwnie-cholera,przecież ja o Tobie dziś śniłam,byłeś moim facetem :D oczywiście mając tylko wspomnienie tej twarzy,nałożyła mi się z tą przede mną,podobne były,pewnie nie identyczne. Dodatkowo ten przede mną miał dłuższe włosy<3 Niestety musiałam stamtąd wyjść przed czasem.Obiecuję sobie,jak go jeszcze spotkam,spytać o kawę xD
I potem wróciłam do pana R.A. Opowiadał o ajałasce, bo kolega z roku był tym zainteresowany :D Tu też w sumie ważna rzecz-ona poszerza świadomość, a co byłoby gdybyśmy wszyscy ją poszerzali? ZNowu nie dałoby się nami rządzić. Oczywiście jest też niebezpieczna,ok. Ale to tylko ryzyko, jakie na dobrą sprawę bierzemy na siebie nieraz. i powiedział coś bardzo,bardzo istotnego. W sumie dwie sprawy-pierwsza sztukę zawsze musimy postrzegać z serca,wiadomo,zmiany są,może czasami trudno już się rozeznać co jest sztuką, a co nie,co warte,co nie warte,co ma szansą być w jakiś sposób nowsze,ale i tak i tak sztuka będzie i my będziemy i jedyne,co mamy robić, to odbierać ją i oceniać sercem,naszym własnym gustem.
Drugie-gdyby wszyscy ludzie byli kreatywni,co by się działo ze światem? To niebezpieczne, nie można by nimi rządzić,na pewno zniszczyliby stare rządy,na pewno więcej rzeczy byłoby za darmo,sami byśmy je osiągali. Więc zabija się kreatywność już w szkołach zwłaszcza całą biurokracją. Dlatego tak mało jest naprawdę artystycznych szkół. Jego wyrzucono z roboty za to, że chciał zmienić zasady na jednym uniwerku. No, cóż. Ma racje. TO dlatego śniłam o nowych czasach, w których wybijano wszystkich artystów,palono wszystkie książki. Kilka razy w minionym roku miałam ten sen. Rząd mas,czyli jednej szarej brei, sterowanej jak zwykle gronem nielicznych.Kto się nie podporządkuje temu kula w łeb. Ja zawsze ginęłam.
A potem powrót do domu. Pan kierowca 40min zmieniał żarówkę i cały autobus się na niego wkurzył,od studentów,poprzez ludzi w wieku średnim aż po babcie. I nawet dziecko się odzywało bezczelnie. Tylko ja siedziałam cicho i czytałam książkę i myślałam sobie, że mi go szkoda. Ok,było mi zimno,z tego powodu mnie denerwował-zostawił otwarte drzwi. Ale samo opóźnienie,to nie jego wina,musiał to zrobić,dobrze dla nas,widział dobrze drogę. Po co denerwować go przed trasą?To i tak był ostatni autobus,nikt inny nas nie zawiózłby.A w nocy przecież nie ma się już żadnych umówionych spotkań;)żeby się śpieszyć.
No, cóż.
Potrzeba mi większej dyscypliny,brać przykład z Adama,nie ma bata.
Na koniec-Alice-mam ochotę na męskie alter ego,cały dzień z nimi!:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz