czwartek, 1 listopada 2012

Listopad.

W zeszłym roku stwierdziłam podczas mszy na cmentarzu, że 1listopada to dzień szpanowania na cmentarzu-ubiorem,fryzurą,wyglądem,futrem,nowym partnerem/partnerką,dzieckiem,pracą(przy rozmowie nad grobem),autem,wszystkim, tylko brak tam najważniejszego tematu. O zmarłym,tudzież zmarłych. Tudzież stoją w smutku i koniec.Brak też rzeczywistego spotkania żywych.
Otóż dzisiejszy dzień spędziłam przed telewizorem,z jednym bratem, tudzież z drugim, tudzież z mamą. A obok tego z siostrą, bez telewizora, bo ona boi się światła, za to z radiem i śpiewaniem piosenek.
Obejrzałam bajki, obejrzałam taki ładny fragment programu o tym, że śmierć dziś spychamy na bok,chowamy ją w szpitalach i hospicjach, a potem szybko na cmentarzu. Kiedyś czuwało się przy zwłokach. A jeszcze przed tym czuwało się przy umierającym, który umierał,o zgrozo, we własnym domu. Bo czyż nie lepiej umrzeć we własnym łóżku, niż w szpitalnym, z ostrą żarówką i obcą pielęgniarką(żeby chociaż)u boku?
Obejrzałam komedię Żabi książę i podobał mi się motyw tego, że kobiety wcale nie chcą być ratowane, one chcą prawdziwej miłości. Tego, żeby na starość ten ukochany spojrzał się na nie i zobaczył w ich oczach swoje odbicie i zobaczył w nich piękno tego świata.
Obejrzałam film młodzieżowy, przygodowy o potędze rodzinnej miłości, o wilkołakach,wampirach,o po prostu fajnym rodzeństwie.
Poczułam się, jakby nic się nie zmieniło. Jakbym dalej miała 13 lat, siedziała w domu i oglądała telewizję, taką, która bawi i uczy czegoś dobrego.
Siostrze m.in. zaśpiewałam Tears in heaven. Może kiedyś będę ją szukać,a ona mnie i odnajdziemy siebie po tej piosence?
A potem...obejrzałam Znachora. Wszyscy już go widzieli milion razy,mój wuja nawet rozmawiając z tatą mówił, że już ma go dość. Moi rodzice znają go na pamięć. Właśnie. Tu tkwi mały problem. Moja mama wyprzedzała dialogi i fabułę, a ja się irytowałam, szkoda. Ale tak poza tym to...niesamowity film. Bardzo, ale to bardzo intymny. Ja bardzo lubię intymne filmy. W człowieku jest wtedy tyle emocji, że jest oderwany od tego świata obok. I czuje się jakby nie wiem, jakby to było skierowane do niego. To tak jak spotkać się ze znajomym i słuchać go cały wieczór, patrząc mu w oczy. A potem wrócić do domu i jeszcze czuć go.
I uwielbiam Annę Dymną. Rozkoszna, jako młódka, niesamowita, jako dojrzała. Po prostu dobra i zdolna, najlepsza moja polska dama.
Po Znachorze byłam w idealnym nastroju. Uzbrojona w kolorowe ubrania,kolorowy plecak, znicze, zapałki i radio poszłam przed siebie. Poszłam na stary cmentarz, na którym było już niewielu ludzi, choć przewijali się, co jakiś czas. Wszyscy dziś chodzili stadnie, co ciekawe. Ten cmentarz był wyjątkowo piękny, bo choć starałam się dojrzeć jakiś opuszczony grób, to go nie było. To przez to, że jest on niewielki i usuwają, co jakiś czas te porzucone groby. Jednego mi brakuje. Bo zawsze na niego chodziłam, taki duży, stary grób, był niedaleko grobu mojego wuja, który tak naprawdę jest małym aniołkiem, urodził się już martwy, więc widzę go, jako dziecko, nie jako dorosłego. Wszystkie groby były przystrojone zniczami i kwiatami, ale wyjątkowo w tym roku nikt nie przesadził z kwiatami. Więcej było światła. W dodatku ze smakiem.
I w spokoju pobyłam przy każdym, kto mi tylko tam znajomy się nasunął. O każdym pomyślałam, coś dobrego.Przy grobie mojego wuja, który zmarł względnie niedawno i któremu teraz trzeba martwić się o córkę, pobyłam trochę dłużej, tak jakbym była przy łóżku śpiącego. Kucałam tuż obok,trzymałam dłoń na zniczu, patrzyłam się na nagrobek i posyłałam moje myśli. Potem poszłam pod brzozę, pod którą od dziecka mówiłam, że chciałabym spocząć. Nadal jest tam miejsce. I ruszyłam dalej, przed siebie. Na spacer po moim mieście.  Z muzyką tych, którzy już odeszli, choć ich głosy dalej nas wzruszają. Z wierszami tych, którzy już odeszli, choć ich słowa dalej nas poruszają. I z tym, który już odszedł, ale chciałam mu pokazać moje miasto. Więc mu je pokazałam i przy okazji im też. Bo ja kocham moje miasto nocą, a jesienną nocą w szczególności. Każdy tańczący na wietrze liść jest tu poematem i ja nie przesadzam, bo park ma w sobie coś mrocznego i listopad pasuje do niego, jak najbardziej. Wspomniałam tam i małą Julkę, bo tutaj nie ma jej grobu, a park to dobre miejsce na wspomnienie małego dziecka.Odwiedziłam też babcię, bo dziś chciałam pamiętać również o żywych. I poszłam znowu dalej, przed siebie, czasami podśpiewując sobie, czasami szepcząc wiersze, uśmiechając się i wszystko było pięknie, dopóki nie przeczytano wiersza w radiu. Nie mogę go odnaleźć, za to znalazłam coś bardziej pokrzepiającego, dam go na koniec. Wędrowałam właśnie wtedy ku górze, ku drugiemu cmentarzowi. Trasą, której od dziecka bałam się po zmroku. Ale teraz nie bałam się. I tam na tych schodach do nieba, spotkałam starego...przyjaciela,to może za duże słowo, ale dobrego znajomego. Był moim partnerem na studniówce, bo nie miałam z kim pójść. Był operatorem od świateł i dźwięku na moich spektaklach, bo można było na niego liczyć. Upiłam się przy nim (i nie tylko przy nim,świętowaliśmy wtedy wielkie,teatralne zwycięstwo)pierwszy raz w życiu i płakałam ze zranionego serca, a potem bezpiecznie byłam odprowadzona do domu, bo to tak przy okazji był przyjaciel mojej pierwszej miłości. Pamiętam to do teraz, choć niewiele pamiętam z tamtej nocy. Zapamiętałam właśnie ten mój płacz, przy nim, pierwszy raz przy kimś płakałam po K. i to odprowadzenie, bo było zabawne, obydwoje szliśmy chwiejnym krokiem. Jak potrzeba było auta, to on służył. To mój przyszywany tatuś, a ja jestem jego przyszywaną córką. Dostawałam od niego lizaki i zawsze o mnie pamiętał, czy to w urodziny, czy to na imprezach. Nawet na studiach przyszedł na mój spektakl. I naprawdę wszystkie te lata to było bardzo czyste z naszej strony, a przecież zostałam jego córką, tylko dlatego, że moje zakochane w nim koleżanki chciały wtedy by to je'zaadoptował'(słodka faza zbierania rodziny, gdy się miało lat 14), a on powiedział, że nie. Tylko Kasiek zostaje jego córką i tak zostało. I dziś go spotkałam na schodach, on szedł na dół, ja do góry, żegnaliśmy się z 5 razy, ale dalej rozmawialiśmy, rozmawialiśmy długo, on dziwił mi się, że dziś, w taki dzień tak sama chodzę, on właśnie uciekał z pustego mieszkania do znajomych, do pubu. A mi było dobrze samej, ale w tamtym momencie właśnie, tuż po tym wierszu, najlepsze, co mogło mnie spotkać to drugi człowiek. I miło, gdy ludzie naturalnie ze sobą rozmawiają, mimo upływu lat i spotykania się już tylko przypadkiem. Gdy wiem, że nic tu nie jest fałszywe, ani niezręczne, ani na siłę. A gdy go pożegnałam, pożegnałam też zamiar pójścia na drugi cmentarz. Weszłam na tę górę, poszłam na punkt widokowy i widziałam całe zachwycające piękno panoramy miasta i świateł i ktoś tam zapalił znicz i było to magiczne. I ja zrobiłam coś bardzo, bardzo ważnego. Bo to wreszcie było odpowiednie miejsce. I chciałam tam też zostawić i mój znicz, ale on nie chciał tam się palić, dobrych kilka minut męczyłam się, a dzwoniono już po mnie z domu, bo w sumie zaginęłam na kilka godzin. Więc jutro pójdę zanieść  znicz nad rzekę, bo od początku tam miało być jego miejsce i najwyraźniej dlatego, nie chciał palić się na punkcie widokowym.

Tak oto przeżyłam jeden z najlepszych dni pierwszolistopadowych.

Mówiła że naprawdę można kochać umarłych
bo właśnie oni są uparcie obecni
nie zasypiają
mają okrągły czas więc się nie śpieszą
spokojni ponieważ niczego nie wykończyli
nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi
nie połykają tak jak my przerażonego sensu
nie udają ani lepszych ani gorszych
nie wydajemy o nich tysiąca sądów
zawsze ci sami jak olcha do końca zielona
znają nawet prywatny adres Pana Boga
nie deklamują o miłości
ale pomagają znaleźć zgubione przedmioty
nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć
nie straszą pustką pełną erudycji
nie łączą świętość z apetytem
bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilę
przechodząc obok z niepostrzeżonym ciałem
ocalili znacznie więcej niż duszę


Jan Twardowski

I żeby było śmiesznie, w ten dzień pełen smutnych piosenek w radiu, przyświeca mi  coś radosnego.Bo to piosenka na dziś dla mnie:
http://www.youtube.com/watch?v=rW0TgYZn_tk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz