Marzy mi się.Odkąd pamiętam.Marzy mi się dom,namacalny i dom nienamacalny.Marzy mi się mężczyzna,który wybierze właśnie mnie żeby uczynić mnie matką swoich dzieci,a potem towarzyszką starości.Z którym będzie można raz przegadać całą noc,a raz przeżyć ją namiętnie,a raz nad łóżkiem dziecka.
Od niedawna patrzę się na dzieci z sentymentem.Już nie tylko z tą moją radością,taką wieloletnią,o,dziecko,jakie śliczne,urocze,słodkie,kochane,cokolwiek.Patrzę się i myślę,że też bym chciała je mieć.Ale nie w takim stanie. I nie sama.Z kimś kto chciałby go równie mocno jak ja.I tego domu też. I tej miłości.
Tylko w to wszystko nie wierzę,przestałam wierzyć,więc przestałam pragnąć.A teraz to się budzi ze zdwojoną siłą,pragnienie.
jak to boli...
http://www.youtube.com/watch?v=HrLbrBtD2H0
ja pierdolę.coś ze mną nie tak.tak bardzo tego pragnąć od lat, a jednocześnie życiowo iść w przeciwne kierunki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz