Coś bolesnego. Coś zaskakującego.Coś dobrego.Coś w postaci kilku cosi.
Czy sny mogą odzwierciedlać niebezpiecznie rzeczywistość?Nawet jeśli nie do końca.Czy snami można było wyczuć to,co było w powietrzu?Czy ból przeżyty w snach różni się czymś od tego przeżytego naprawdę? W snach ból jest bolesny.Czuć drgania kącików ust,gdy trzeba udawać uśmiech.W rzeczywistości ból jest pełen nie tylko bólu,ale i wściekłości,łez,rozczarowania,niechęci.
I strachu.Że oto nadejdzie kres. Przecież tego nie chcemy.Nawet jeśli...to i tak nie chcemy. Nawet jeśli pada,jeśli burza,jeśli susza,jeśli wieje,jeśli cisza,jeśli grzmoty.
Liczą się czyny,prawda? Czasami też myśli, chęci. Wszystko razem wzięte daje tu dziwną mozaikę.Z jednej strony dobrą, z drugiej strony bolesną.
Spałam godzinę.Bałam się,że zaśpię do pracy,więc uszykowałam odsłonięte okna.Słońce obudziło mnie o6,o7 miałam wstać. Parę minut przed 5 jeszcze sprawdzałam zegarek.Jeszcze tkwiłam w jakiejś niepewności.
Najpierw zegarek- czy zdążę do pracy? Potem przypomnienie sobie ostatnich wydarzeń.
Uczucie ulgi i radości.Jednak nie koniec.
Jestem kobietą szczęśliwą i nieszczęśliwą,mówię na głos.
Czuję się dziwnie. To tak jakbym nigdy nie rozumiała całości,albo drugiej strony i prawie zawsze źle trzymała stronę,czy doradzała. Tak jakbym teraz zrobiła coś nie tak,a jednocześnie coś najbardziej słusznego,najlepszego. Tak jakbym zrozumiała te wszystkie kobiety i wszystkich mężczyzn, a jednocześnie sprzedała te swoje mocne"odejdź",powtarzane tyle lat.
I choćbym trzaskała drzwiami ze wściekłości aż wylecą z futryny,gdy jestem sama,choćbym płakała w dusznym powietrzu kłębiących się myśli,przychodzi ten moment,moment gdy to przemija. Gdy można porozmawiać.A najważniejsze to przeskoczyć już ten strach,nie,jeszcze nie teraz,jeszcze następne burze i słońca przed nami.
Nie spodziewałam się tego wszystkiego.
Wczorajszy wieczór zaczął się w teatrze,gdzie nigdy jeszcze nie mieliśmy tak fantastycznej energii i publiczności.Gdzie każdej z nas świetnie się grało.Gdzie już nie było jak przedwczoraj,już byli znajomi,już i po było pytanie jak poszło,tego,który nie był,już był buziak w policzek z gratulacjami,już były kwiaty od Ewki,moje pierwsze w życiu kwiaty po spektaklu,moje marzenie ziściło się.To taki miły gest-wręczyć aktorce kwiaty.Nawet jeśli ona nie występuje w poważanym teatrze.
Tak to był dobry czas,dobre uśmiechy od ludzi,gdy się mówiło i patrzyło się na nich.I tyle słów tak ważnych.Poczułam,że oto mogłabym pójść i wołać za sobą tłum przemową końcową,powstańcie,zbuntujcie się,dość przemocy.
A potem było szczęście i nieszczęście.
Nie spodziewałam się.Ani szczęścia w takiej postaci,ani nieszczęścia w aż takiej.
Nie rozumiem. Życie to nie bajka.To nie film.To nie książka.Życie jest właśnie inne.Ale nie znaczy,że gorsze.Ono po prostu jest różnorakie.Czasem słońce,czasem deszcz.
Raz ranisz,raz zostajesz zraniony.
Ale nie chcesz w ostatecznym rozrachunku nic więcej, jak tylko powiedzieć"zostań/zostaję".
Może ktoś pomyśli,że to kicz,ale mi się to dziś podoba,podoba mi się jego głos,a ją lubię tak po prostu.Ma dobry głos.I jest piękna.
http://www.youtube.com/watch?v=JF8BRvqGCNs
zaraz ruszam dalej w świat,robić,co trzeba.
Właściwie to jestem bez domu chwilowo,ale już o tym nie myślę.Wrócę tam,gdy podołam.Na razie tylko kolejna rozmowa telefoniczna pełna ostrych słów skierowanych na mnie.Zawiniłam tym,że się narodziłam z nieprawego łoża,tak myślę. Odkąd wiem o tym,jest to cudowna zagrywka emocjonalna.Nie tylko to.Tylko najbliżsi mogą nas naprawdę mocno zranić.Tylko oni znają najsłabsze punkty.
Teraz jestem zawieszona między szczęściem,a nieszczęściem. Trochę się boję.Czy potoczy sę dobrze?Zmęczona ostatnim miesiącem.Myślę,że nie tylko ja zmęczona.A jednak pośród tego miesiąca było kilka tak magicznych chwil.
Mam lęk przed schodzeniem w dół.Lęk przeszedł w paraliżujący wręcz strach już przed samym podejściem na skraj przepaści. Ale chwyciłam tę dłoń i zeszłam na dół,słuchając jego uspokajającego głosu.Wcześniej,w innym miejscu,stanęłam,utkwiłam,podbiegł,pociągnął w dół,zbiegłam.Strach miał wielkie oczy.
Czy czasami nie trzeba kogoś i w życiu,kto by nas pociągnął,a kiedy indziej poprowadził?Pociągnąć tu oznacza dorosnąć,wielki skok,który nie da się przejść małymi kroczkami,jakbym chciała,jak to mówił V.
Po prostu ta świadomość,to nie jest koniec,ta świadomość jest warta wszystkiego,co było i co może nadejść.
(...),ale to nie będzie tak,jak w słodkich filmach.Nie obiecam,że zostanę z Tobą do starości,bo nie mogę tego obiecać,takie jest życie. Zechcesz któregoś dnia odejść,a ja nie będę mógł nic zrobić.Zechcemy kiedyś odejść.Ale im dłużej to potrwa, tym bardziej później zaboli.Możesz odejść już teraz,zrozumiem to.Ale ja chcę się starać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz