Mogłabym napisać wiele,ale za późna pora na to.
Dziś po prostu był ten moment zastanowienia-co ze mną w przyszłości.Pewne plany zawodowe i edukacyjne,związane z tym przeprowadzki to tu,to tam,po skończeniu studiów oczywiście. I to jedno,podstawowe pytanie-kto przy mnie zostanie? Bo ja przecież wyjadę z Pzń.
I pomyślałam,że rzeczywiście przez te lata jedyne stałe osoby to rodzina przecież. Tyle,że oni i tak nie będą tam,gdzie ja.Ja będę sama przemieszczać się.Ale oni gdzieś będą,a to będzie pocieszające.I gdyby też byli tacy ludzie,którzy wsiadaliby w pociągi i jechali do mnie i do których ja bym jechała.Wszystko u mnie jest jakoś związane z konkretnymi latami szkoły, gdy o znajomości idzie.Czasami z konkretnymi wakacjami. A czasami konkretnymi chwilami. Albo konkretnymi działaniami-grupami.I to tyle. Ludzie przypływają i odpływają. Czasami znów się na nich gdzieś trafi. Czasami nawet jest ten kontakt. Czasami nawet po roku,czy dwóch.Ale to już nie to,co kiedyś.Choć owszem,bardzo bym chciała inaczej.Chciałabym jednego mężczyzny i chciałabym jakiegoś trwałego grona przyjaciół,ale ludzie się mnie nie imają,a może ja się ich nie imam,a może wszystko razem,zależy kto i kiedy..Żeby człowiek miał co,z kim,kiedyś wspominać.Jak Joanna może teraz wspominać z przyjaciółkami dawniejsze dzieje.Dawniej też wspominałam.Bo było z kim i było co.Teraz oczywiście mogę wspominać sama.Ciekawe,że z biegiem lat ukierunkowałąm się bardziej ku przyszłości-w pozytywnym rozpatrywaniu-a w negatywnym ku przeszłości.Wspominam z przeszłości to,co nie wlicza się w kategorię pozytywne.Różne rzeczy.Dlaczego?Nie wiem,tak jakoś.Pora to zmienić.
Dużo,bardzo dużo pracy przede mną.Na szczęście w wakacje odpocznę-tylko pracę muszę na wakacje znaleźć.Dobrze,też pewnie nie odpocznę.Ale czyż nie odpoczywałam dość?Szkoda tylko,że zamiast odpoczywać płakałam i wspominałam to,co niepozytywne.Mam nauczkę.
Skoro potrzebuję sił,potrzebuję też pozytywnych wspomnień.Takie moje postanowienie.Powspominać dobrze te stare dzieje,starych ludzi,a nawet starych mężczyzn. I zapomnieć,co było niepozytywnego lub jest dziś z nami.
I najlepiej to by było niczego nie nazywać.I wtedy po prostu by się żyło z tym wszystkim,co dobre,przemijałoby i to byłoby naturalne.Zresztą,nawet jak się nazwie,nie przetrwa z natury ludzkiej i ziemskiej-nic nie trwa wiecznie.A wszystko co piękne jest-przemija.
Czekam,aż będzie ciepło.Co by już nie chorować.Moje gardło ma się coraz gorzej,a w niedzielę dostanie taki wycisk,że olaboga.
Ach. Dobrze jest i tak.
Obawiam się, że tak jest zawsze i z każdym. Przeprowadzki mają trochę do rzeczy, ale nie to o wszystkim przesądza. Nie wiem co, po prostu tak jest. To nawet nie jest tak, że ludzie zapominają. Albo że ty ich.
OdpowiedzUsuńChyba musimy z tym żyć.
Swoją drogą - gdzie się planujesz zakotwiczyć hm?
e tam gadanie. znam ludzi co i różnica krajów nie rozłączyła.Ty z Natalią też macie już kontakt trochę lat i wątpie,że to się zmieni w najbliższej przyszłości.A przecież teraz ma nie wiem rodzinę na głowie,inne zycie.
Usuńwrocław,a potem warszawa.a potem gdzie poniesie za pracą.gdziekolwiek.
Nie znałam tych planów.
UsuńKontakt kontaktem. Teraz go mamy bo mamy na to czas. Tzn. ja mam na to czas. I możliwości żeby ją odwiedzać. Pomyśl co będzie za np. 5 lat. Kontakt się nie zerwie, ale się mocno ograniczy. Siłą rzeczy, zawsze każdy koncentruje się na tym, żeby ogarnąć swoje życie, a potem dopiero myśli o znajomych.
Żeby nie było - ja nie pochwalam olewania ludzi, którzy są wokół. Ale zaczynam rozumieć, czy może się dopiero psychicznie przygotowywać, że kontakty się poograniczają, niektóre posypią. Najnowszy przykład - Herman. I czy można mieć pretensje o to, że 90% czasu poświęca komuś?
Do dupy to, ale co zrobić, tak jest wszędzie, tak ma każdy.
Wrocław to rzut beretem. Choć już się nastawiłam, że będziemy podbijać krakowskie knajpy ;>
a co,wybierasz się też do Krakowa?:D
UsuńAle jak ktoś sobie nie znajdzie swojej nowej rodziny,to przecież bez sensu żeby życiem rządziła tylko praca.Poza tym można się nie widzieć za często,ale jakoś być obecnym dalej w swoim życiu i ten kontakt mimo,że ograniczony to przy spotkaniu jest taki sam. Przynajmniej Joanna tak ma z tymi swoimi przyjaciółkami i ja jej tego w jakiś sposób zazdroszczę-tej niewidzialnej,nieumownej nici porozumienia,widocznej aż z daleka i dla innych. I Tobie z Natalią też.
A ja cóż,niespokojny duch,ze mną można tylko w dali zniknąć i zapomnieć wszystko:D
Czy ja się wybieram? Moja droga, Ty zapowiadałaś, że tam zamieszkasz i będziesz łazić po jazzowych knajpach, miałam Ci towarzyszyć.
UsuńTak, ja rozumiem. Też mi nie leży nagłe ludzi wymazywanie. Być jakoś dalej obecnym, tak.
Niewidzialna nić porozumienia. Z tą nicią to tak nie jest, że mam ją tylko ja i Natalia. Ma ją tu znacznie więcej ludzi, przecież wiesz, naprawdę mam wytykać palcami? ;> Czym Ty się martwisz. Nie musisz przecie.