piątek, 29 marca 2013

Pokój...w sercu.

To naprawdę nie było łatwe.Mała dziewczynka tupała nóżkami i płakała.Prosiła się o uwagę.Było jej smutno,bo zatęskniła jak niejeden z nas czasem za normalnością w swym życiu,za normalnością w swej rodzinie.Kilka spraw naraz obudziło pewne tęsknoty.Zatęskniła też i za tym,komu trzeba dać spokój,bo już nie należy do tego świata.Oburzyła się na innego mężczyznę,bo i owszem sam z siebie nie dał jej tego,co potrzebuje.Ale gdyby przyszła przecież dałby.Może nie wszystko,może nie rozmowę i zrozumienie w niej,ale to ciepło drugiego człowieka,które pozwala zatrzymać całą czerń,w którą człowiek wpada.Nie chciała się jednak przyzwyczaić,bo za chwilę go nie będzie.Ale właściwie skąd to wiadomo jej?Znikąd.
Była zła na rodzicielkę,bo nie rozumiała ją i ona,nie akceptowała jej pasji,nie dopytywała,tylko ganiła.Ale przecież i rodzicielka była usprawiedliwiona szeregiem problemów na głowie.Ale przecież ją kocha,na swój sposób.Jak ona ją.Przecież i jej miłość nie jest doskonała.
Dziewczynka spadała coraz niżej,a ta druga, ta dorosła spostrzegała jak dziwny to jest stan chwilami.Stan zamroczenia nie tylko psychicznego,ale i fizycznego.Jakby nagle człowieka wypełniła mgła.Zatruła jego umysł.Jest tam nie tylko smutek,ale i gorycz,złość.Dużo tych emocji.Rozczarowanie.Rozpacz.Strach.Wściekłość.Zazdrość.Błędem jest nazywać to tylko smutkiem.
Jest i dużo łez.Tych ze środka i tych do środka.I wtedy zrozumiała,że trzeba sobie samemu pomóc.Bo wcale nie jest jedna mała dziewczynka.Są dwie w ciele jednym.Mała dziewczynka i dorosła kobieta,która tę dziewczynkę pogłaskała po głowie.Chipsy,czekolada.Bajka księga dżungli(jakże piękne głosy tam mają i jakże pięknie  o przyjaźni opowiadają)

http://www.youtube.com/watch?v=w3f_RusXdos

pozytywnie nastraja ta bajka.

A potem Tajemniczy ogród.Bo to jeden z ulubionych filmów od dziecka.Ale dopiero teraz po latach człowiek odkrył ile mroku i nawet grozy w sobie miał.I ta muzyka.A na koniec światło.

http://www.youtube.com/watch?v=wV4A84sd72A

I V. miał rację.Mój ogród czeka na rozkwitnięcie,trzeba w nim wypielić.I może nawet ten mój Dick i Colin w jednym był wówczas tak blisko,rudzik też był,najprawdziwszy,w tamtym ogrodzie,w tamtym domu i wierzę,że był trochę moim ptakiem,mimo że wolny,co rano witał się ze mną,zaglądał w okna.A teraz Colin jest we mnie i sobie jestem potrzebna.Ale Colin to i w rodzinie się znajdzie.A Dick?Chyba i Dicka znam,może nawet dwóch,jeden w wydaniu kobiecym.

Ogród rozkwitnąć potrzebuje.Nawet,gdy trudno się oddycha,gdy człowiek przemęczony,trzeba go pielęgnować i walczyć o niego.

Po tej kuracji dorosła kobieta wpadła w szał organizacji,bo ma teraz dużo pracy w tej swojej dwuosobowej"firmie",jak to można nazwać jej grupę.A dziś terapią był Mały książę.To była chwilami ciężka terapia.Przypomniał wielu ludzi,wiele chwil, a wszystko to już przeszłość.Może oprócz jednego,ale i tutaj,przypomniał o końcu.Ale wszystko to ostatecznie jest dobre.Bo warto.Nawet,gdy niesie ryzyko łez.Dla tego koloru zboża.


Lecz ty masz złociste włosy. Jeśli mnie oswoisz, to będzie cudownie. Zboże, które jest złociste, będzie mi przypominało ciebie. I będę kochać szum wiatru w zbożu...
W ten sposób Mały Książęk oswoił lisa. A gdy godzina rozstania była bliska, lis powiedział:
- Ach, będę płakać!
- To twoja wina - odpowiedział Mały Książęk - nie życzyłem ci nic złego. Sam chciałeś, abym cię oswoił...
- Oczywiście - odparł lis.
- Ale będziesz płakać?
- Oczywiście.
- A więc nic nie zyskałeś na oswojeniu?
    Zyskałem coś ze względu na kolor zboża - powiedział lis.
  • Mały Książęk poszedł zobaczyć się z różami.
- Nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości - powiedział różom. Nikt was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo. Jesteście takie, jakim był dawniej lis. Był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie.
Róże bardzo się zawstydziły.
- Jesteście piękne, lecz próżne - powiedział im jeszcze. - Nie można dla was poświęcić życia. Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem. Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalań się, a czasem jej milczenia. Ponieważ... jest moją różą.
Powrócił do lisa.
- Żegnaj - powiedział.
  • Żegnaj - odpowiedział lis. - A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.



I ach.To nie przypadek,że nie tylko ja przy kolejnym fragmencie pomyślałam o tym, o czym pomyślałam.


Do widzenia - powiedział róży.
Lecz ona nie odpowiadała.
- Do widzenia - powtórzył.
Róża zakaszlała. Lecz nie z powodu kataru.
- Byłam niemądra - powiedziała mu. - Przepraszam cię. Spróbuj być szczęśliwy.
Zdziwił się brakiem wymówek. Stał, całkowicie zbity z tropu, trzymając klosz w powietrzu. Nie rozumiał tej spokojnej słodyczy.
- Ależ tak, ja cię kocham - mówiła róża. - Nie wiedziałeś o tym z mojej winy. To nie ma żadnego znaczenia. Ale ty byłeś równie niemądry jak ja. Spróbuj być szczęśliwy. Pozostaw spokojnie tę planetę. Nie chcę ciebie więcej.
- Ależ... przeciągi...
- Nie jestem już tak bardzo zakatarzona. Chłodne powietrze nocy dobrze mi zrobi. Jestem kwiatem..
- Ale dzikie bestie...
- Muszę poznać dwie lub trzy gąsienice, jeśli chcę zawrzeć znajomość z motylem. To podobno takie rozkoszne. Bo któż by mnie potem odwiedzał, gdy będziesz daleko... A jeśli chodzi o dzikie bestie, nie boję się nikogo. Mam kolce. - I naiwnie pokazała cztery kolce. Po chwili dorzuciła: - Nie zwlekaj, to tak drażni. Zdecydowałeś się odjechać. Idź już!
Nie chciała, aby widział, że płacze. Była przecież tak dumna.


I jeszcze to:


Ludzie tłoczą się w pociągach - powiedział Mały Książęk - nie wiedząc, czego szukają. Dlatego są podnieceni i kręcą się w kółko... - A potem dorzucił: - Nie warto...


Ludzie z twojej planety - powiedział Mały Książęk - hodują pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie... i nie znajdują w nich tego, czego szukają...
- Nie znajdują - odpowiedziałem.
- A tymczasem to, czego szukają, może być ukryte w jednej róży lub w odrobinie wody...
- Oczywiście - odpowiedziałem.
Mały Książęk dorzucił:
  • Lecz oczy są ślepe. Szukać należy sercem.
Jeśli kochasz kwiat, który znajduje się na jednej z gwiazd, jakże przyjemnie jest patrzeć w niebo. Wszystkie gwiazdy są ukwiecone...
- Oczywiście...
- To samo z wodą. Ta, której dałeś mi się napić, była jak muzyka. Z powodu bloku i liny... Przypominasz sobie... była tak dobra...
- Oczywiście.
- Nocą będziesz oglądać gwiazdy. Moja jest zbyt mała, abym mógł pokazać ci, gdzie jest. To lepiej. Moja gwiazda będzie dla ciebie jedną spośród wielu gwiazd... Dlatego przyjemnie ci będzie patrzeć na gwiazdy. Każda z nich będzie twoim przyjacielem. Chcę ci zrobić prezent.
Zaśmiał się znowu.
- Mały przyjacielu! Mały przyjacielu, twój śmiech sprawia mi tyle radości!
- To właśnie będzie mój prezent... W zamian za wodę...
- Nie rozumiem...
- Gwiazdy dla ludzi mają różne znaczenie. Dla tych, którzy podróżują, są drogowskazami. Dla innych są tylko małymi światełkami. Dla uczonych są zagadnieniami. Dla mego Bankiera są złotem. Lecz wszystkie te gwiazdy milczą. Ty będziesz miał takie gwiazdy, jakich nie ma nikt.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Gdy popatrzysz nocą w niebo, wszystkie gwiazdy będą się śmiały do ciebie, ponieważ ja będę mieszkał i śmiał się na jednej z nich. Twoje gwiazdy będą się śmiały.
I zaśmiał się znowu.
- A gdy się pocieszysz (zawsze się w końcu pocieszamy), będziesz zadowolony z tego, że mnie znałeś. Będziesz zawsze mym przyjacielem. Będziesz miał ochotę śmiać się ze mną. Będziesz od czasu do czasu otwierał okno - ot, tak sobie, dla przyjemności. Twoich przyjaciół zdziwi to, że śmiejesz się, patrząc na gwiazdy. Wtedy im powiesz: "Gwiazdy zawsze pobudzają mnie do śmiechu". Pomyślą, że zwariowałeś. Zrobiłem ci brzydki figiel.
I znowu się zaśmiał.
- To tak, jakbym ci dał zamiast gwiazd mnóstwo małych dzwoneczków, które potrafią się śmiać.






A na koniec mała reprodukcja:

Zadaję sobie pytanie - powiedział - czy gwiazdy świecą po to, aby każdy mógł znaleźć swoją?... Popatrz na moją planetę. Jest dokładnie na nami. Ale jak bardzo daleko!
- Jest piękna - odrzekła żmija. - Po co tu przybyłeś?
- Żeby nauczyć ludzi radości - powiedział Mały Książęk.

I nie jestem sama.Nie tylko przez to,że jesteśmy dwie.Ale i przez ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz