wtorek, 25 grudnia 2012

Zarazek.

Jestem jednym wielkim siedliskiem flegmy,kataru i zarazków. Budzę się ze snu krztusząc się i dusząc. I jak nikt za mnie nie pójdzie do pracy, to nie ma szans bym kiedykolwiek jeszcze zastąpiła tych, co odmówią. Koniec.Kropka.

Za to sny w chorobie mam interesujące,ale przez wybudzanie i zasypianie potem już je nie pamiętam.

I wczoraj naprawdę był ciekawy dzień,jeśli idzie o starych znajomych. Na koniec odezwała się Danucha pijana i Zdzich ją pilnujący,z nim też kontaktu nie miałam jakiś czas,z Danuchą trochę ostatnio i tak oto myślałam o nim, a on się odezwał i ona i myśmy się tak w trójkę kumplowali kiedyś,ja byłam Zbych i miałam dołączyć na piwo. No, ale. Zbyt chora,ułożona już w łóżku do snu,nigdzie nie poszłam.
Końcówka tego roku już od jakiegoś momentu obfituje w stare znajomości. Bo właściwie oni wszyscy dalej się trzymają, a ja jakoś wypadłam z kręgu i teraz tak tylko trochę,ale wracam.I lubię to.

***
Mam ochotę zwymiotować. Mentalnie i fizycznie. Co roku święta są takie same,nawet co roku jestem w okołoświąteczny czas chora. Co roku jeden rodzic chce święta,drugi od początku wie,że to wszystko jest z góry przegrane. Potem pierwszy narzeka, że znowu ich nie ma,drugi narzeka, że po co to było.Od lat wszystko brzmi i wygląda tak samo,tylko ataki padaczkowe są coraz mocniejsze, rodzice coraz słabsi,a ja nie znoszę świąt,ale lubię tę świąteczną atmosferę na zewnątrz.

Mentalne rzygi.Merry christmas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz