poniedziałek, 24 grudnia 2012

"Żyję by być władcą świata, a nie niewolnikiem."

Otóż rano było mi tak jakoś przyjemnie. Na dworze było szaro,mokro,roztopy wyglądały okropnie. A ja tak jakoś uśmiechałam się do ludzi i siebie i życzyłam tym,których znałam radosnych świąt. A gdy wróciłam spotkałam w mieszkaniu starą znajomą,która zawsze była nazywana dziewczyną mojego brata.Przyszła z prezentem na 18,przyszła z życzeniami. Coś niesamowicie dobrego i radosnego,taki gest. A potem udzieliła mi się,grobowa,nazwijmy to atmosfera. No i choróbsko mnie rozłożyło. My naprawdę chcieliśmy być szczęśliwi, ale za dużo fizycznych i psychicznych dolegliwości wisiało w powietrzu,dla każdego. Więc było, jak było. Tak po prostu było.

Uwielbiam tulić się do mojego rodzeństwa. Niby takie nic,obudzić się rano i zobaczyć czyjś uśmiech,albo wtulić się w kogoś ot tak. A jednak cholernie brakuje tego na pustym mieszkaniu.

Ale koniec końców, choć bardzo chciałam podtrzymać mojego ducha fightera, nie dałam rady. Przez film jak zwykle. Nie znoszę szczęśliwych zakończeń. Po prostu w nie nie wierzę. Poszłam do łazienki,po ciemku,tak jak lubię. Płakać i krzyczeć bezgłośnie.A potem zimna woda na twarz, żeby nikt nie zauważył. A potem zerknięcie na komórkę.I dostałam wiadomość od przyszywanego brata.
Najpierw ja napisałam cytat z Ulissesa.

Ruszajmy przyjaciele, 
Wcale nie jest za późno, 
By szukać świata ze snów... 
Ot, choćby przepłynąć horyzont wszerz, 
potem wzdłuż... 
Nie ma już w nas tej mocy, która za dawnych lat 
umiała wstrząsnąć niebem, poruszyć cały świat. 
Jesteśmy tym, czym jesteśmy - 
Zły los, a może zły czas 
osłabił w sercu ogień, co łączył niegdyś nas, 
lecz wzmocnił naszą wolę i teraz dobrze wiemy, 
że trzeba szukać, szukać, szukać, 
bez względu na to, co znajdziemy...

Wiadomość była prosta. Wszystko fajnie, tylko wyrzucić wers o zmniejszonej sile, bo sila jest w nas i tylko rośnie,będzie tylko lepiej.I to słowo,za którym  tęskniłam. Bo ja za nim tęskniłam, nie bardzo wiedziałam, jak go odnaleźć,nie mieliśmy wspólnych znajomych.Siostrzyczko.Będzie lepiej,na pewno,czuję to. Wysłane akurat,gdy chwilę przed zalewam się łzami. To i podzieliłam się faktem wyczucia sytuacji. I dostałam to,czego też mi tak brakowało.

"Jesteś urodzonym wojownikiem(...)zwyciężymy,siostrzyczko".Resztę zachowam dla siebie.W końcu dwóch wojowników urodzonych prawie w tym samym czasie.Ja naprawdę byłam wtedy jego żeńską wersją, a on moją męską. Żałuję przeogromnie,że nie mieszkaliśmy w jednym mieście, że spotkań nie było więcej,że byłam za młoda,za grzeczna,by urwać się do niego na te nocne spacery po lesie.Nie umiałam kłamać, więc rzekłam prawdę,w wersji skróconej i oczywiście mnie nie puszczono ani razu.Przegadałam z nim niezliczoną ilość godzin, a wszystko to było takie pełne wiary i siły i idealizmu wtedy.Zafascynowani wiedźminem, Indianami,ogniem,walką i lasami. Zafascynowani marzeniami. Po swoich przejściach.I do teraz pamiętam, jak Go zobaczyłam przy tym ognisku. Po prostu MUSIAŁAM z nim porozmawiać.Choć wtedy byłam nieśmiała. To był pierwszy chłopak w moim życiu, z którym ot tak tyle przegadałam,wtedy.I trwało to przez następne trzy lata.A tak zupełnie to urwało się na studiach dopiero. A teraz odżywa. Przynajmniej na wiosnę wreszcie spełnię swoje marzenie przejażdżki na motorze.  Co prawda nie pojadę na motorze obok,jak to zawsze marzyliśmy, a na motorze z Nim. Ale cóż. Mój tatuś okazał się dyskryminować kobiety. Dowiedziałam się dziś, że gdybym była chłopakiem dawno temu miałabym skuter i nie byłoby takiego problemu z motorem,jakbym sobie sama też dorobiła. No,spoko,dzięęęęęęęęekiiiiiiiiiiiii...

Ach. Ale spotkało mnie dziś trochę dobrego od ludzi,którzy nawet nie byli obok. Spotkam wilki na wiosnę, dzięki F., to też wiadomość akurat po łzach.Nawet, co straszne,mój lokowaty Anioł wciąż jest idealny. Nawet jeśli jest tylko na chwilę.Bo ja spotkałam Anioła jakiś czas temu. Stałam na moście,pijana,smutna,jak urzeczona wpatrzona w wodę w dół. On przechodził obok,ja powiedziałam, że jestem smutna, a on...mnie przytulił. I potem śmiał się, że mu się pieprzona rycerskość załączyła(która składowana jest raczej na dnie)i uznał, że nie można mnie tam samą zostawić, tylko trzeba odprowadzić, choć z tego to nic nie będzie.I tak przytula mnie dalej. I mówi, że jestem silna, że widzi tego ducha fightera we mnie, a mnie wtedy głupio jest płakać i nie płaczę. Ale raz mu rzekłam, że wojownicy nie płaczą czasami w pustym pokoju nad smutkiem całego świata, albo tylko czyjegoś świata.A On rzekł coś niesamowitego,bo przecież każdy gani te moje łzy zawsze, a On,taki męski typ,streścił mi historię z Faraona:


Faraon widział w czarodziejskiej kuli modlitwy swych poddanych; unosiły się one nad ziemię niby stado srebrzystych ptaków. Wylatywały ze świątyń, pałaców, ulic, fabryk, statków, chat, nawet z kopalń. Z początku każdy z nich pędził w górę jak strzała, lecz wnet spotykał pod niebem innego srebrnopiórego ptaka, który zabiegał mu drogę, uderzał go z całej siły i obaj martwi upadali na ziemię. Modły bowiem (przeciwne w intencjach) rozbijały się wzajemnie i nie dosięgały boskich uszu. Każdy chciał tego, co lękiem napełniało innych; każdy prosił o własne dobro nie pytając, czy nie zrobi szkody bliźniemu. Przeto modlitwy ich, chociaż były jak srebrzyste ptaki wzbijające się ku niebu, nie dosięgały przeznaczenia.
I wtedy usłyszał faraon glos kobiecy:
- Psujak, Psujaczek... wracaj do chaty, bo już pora na modlitwę.
- Zaraz, zaraz - odpowiedział glos dziecięcy. Ale chłopiec do modlitwy wcale się nie spieszył. Ociągał się, jak tylko mógł, lecz w końcu musiał ulec przemocy matki, która wciągnąwszy go do lepianki, czym prędzej posadziła go na podłodze i przytrzymała, ażeby jej znowu nie uciekł do zabawy. I chłopak wyczuł, że już się nie wyrwie, więc wzniósł oczy iręce do nieba i cieniutkim a krzykliwym głosem prawił zady.
Dziękuję ci, dobry Boże, żeś tatkę chronił dziś od przygód, a mamie dał pszenicy na placki... I jeszcze co?...
Żeś stworzył niebo i ziemię i zesłał jej Nil, który nam chleb,przynosi... I jeszcze co?... Aha już wiem... I jeszcze dziękuję, że tak pięknie na dworze, że rosną kwiaty, śpiewają ptaki
Że palma rodzi słodkie daktyle. A za te dobre rzeczy, które m darowałeś, niechaj wszyscy kochają cię jak ja i chwalą lepiej ode mnie, bom jeszcze mały i nie nauczyli mnie mądrości. No już dosyć...
Matka i ojciec pomruczeli sobie, że dziecko niedbale cześć Bogu oddaje. Ale faraon w czarodziejskiej kuli dostrzegł zupełnie coś innego. Oto modlitwa dziecka wznosiła się coraz wyżej i wyżej; i tylko ona dotarła do boskiego tronu!

I dodał, że dzięki takim kobietom jak ja, dzięki im łzom i wrażliwości, na drugi dzień na tym świecie jest piękniej. A ta wrażliwość to chwilami przekleństwo,dobrze,ale przede wszystkim dar. Dar cieszenie się ze wschodu słońca i widoku morza.Dar cieszenia się z życia.Bo we mnie jest życie,jest wiosna.

Takie słowa,wyszeptane w momencie choroby,przemęczenia,chęci płaczu i zmarznięcia są jak  rozpalony ogień w piecu. Ciepłe i magiczne. Zwłaszcza, gdy ktoś zostaje z nami tylko po to,żeby uspokoić nasze myśli,rozgrzać nas,bez podtekstu,pod trzema warstwami koca i poczekać aż się uśnie.




Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie.
Chciałem żyć pełnią życia i wyssać z niego całą kwintesencję.
Wykorzenić wszystko co nie jest życiem,
bym w chwili śmierci nie odkrył... że nie żyłem.

PS:Potrzebuję albo wisiora wilka,albo tatuażu.Żeby pamiętać. Siła jest we mnie. Muszę walczyć.Nie chcę kolejnego roku łez. Mam dość."Walcz,walcz,walcz,ty walczysz,ja walczę".Uwielbiam silnych,nieugiętych mężczyzn z zadatkami na pradawnych wojowników ot,co. I świetnie się z nimi dogaduje.Potrafią postawić mnie do pionu,czasami łagodnie,czasami ostro. Mam teraz z powrotem wszystkich moich wojowników obok siebie,trzech. Choć tylko jeden był w Poznaniu i zaraz opuści mnie do Anglii. Ale duchowo są ze mną. Zawsze będzie mnie odróżniać od nich to kobiece serce,ale duszę chcę mieć wojownika. O swoje marzenia,o swoje prawdy,o swoje szczęście.I bliskich.


Amen. Wigilijna noc życzeń i magii. Niechże się spełni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz