Czuję się powoli hipochondrykiem,paranoikiem,słabeuszem. Ale nie mam już sił na to. Ostatnio słyszałam takie mądre zdania:
A: Bo mój syn w dzieciństwie to tyle się nachorował,nacierpiał, a teraz ma 11lat i od 4lat żadnego nawet przeziębienia. A ja z mężem to w dzieciństwie mało chorowaliśmy i teraz my chorujemy,a on uodporniony. Bo to każdy musi swoje przejść,tak myślę,więc jak ktoś w dzieciństwie dużo chorował,to potem ma spokój.
B: Właściwie coś w tym jest,mój mąż za dziecka to tyle chorował, a teraz nic.
A ja?A ja co?Jestem tym wyjątkiem,co potwierdza regułę?
A może dalej jestem dzieckiem?I tak nie dają mi więcej niż 15,max 16lat z wyglądu,to nic,że 23,a przy zdjęciu do dowodu fotograf myślał,że to mój pierwszy dowód będzie.
Mam po prostu taką chęć zaszycia się. Nie tak na niby,że dalej gdzieś trzeba iść-do pracy,czy choć na jakiś czas na uczelnię i nie tak,że śnię po nocach o obowiązkach,które tkwią zaległe i za dnia martwię się czymkolwiek,co jest zaległe. Nie,tak właśnie wolnym od tego. Taki urlop od życia dorosłego.
Pisanie uspokaja. Uspokojenie uspokaja.Zapominam o bólu,zapominam o tej misce obok. Głęboki wdech i wydech.
Wiem jedno.Cokolwiek się stanie,wdzięczna będę,że żyję,to na pewno. Ale po prostu chwilowo zredukowałabym życie do prostego życia na łonie natury i tam nauczyła się spokoju.Nauczyła się żyć.
Chociażby na wakacje zaszyłabym się gdzieś,ale gdzie i jak za darmo?
Moja mama,która raczej nieczęsto wyraża się pozytywnie na temat mojego wyglądu,ostatnio rzekła żebym spojrzała w lustro i zobaczyła jaka jestem śliczna i tak postarała się każdego dnia o siebie zadbać i może wtedy z powrotem zachce mi się żyć. Ciekawa porada. Wystarczy mi piękno wokół,ale Poznań zimą piękna nie ma.Tak to choć nad Rusałką bym się zaszywała.Potrzebuje piękna natury.To mnie uspokaja,wtedy czuję się w harmonii ze światem.Na swoim miejscu.Pogodzona z życiem.Jego częścią dopasowaną.
Och,ostatni tydzień spotkało mnie tyle dobrego od ludzi,w akceptacji mnie.I to jest cudowne. I jestem wdzięczna.
Ale chciałabym teraz wreszcie dojść do ładu,chciałabym jeśli już to zwalczać tylko demony w głowie,a nie jeszcze te fizyczne,te chorobowe.
Czasami widzę siebie w klatce,w czarnej,nieskończonej czasoprzestrzeni. Czasami jak tę Ofelię 21wieku,w białej sukience,drapiącą się do krwi,chcącą zdrapać z siebie wszystko. Czasami widzę siebie beznadziejnie pukającą w ścianę,w pomieszczeniu bez wyjścia i okien. A czasami widzę siebie na plaży,albo w górach,albo w lesie i jest mi dobrze.
Jest mi dobrze,bo uspokoiłam siebie,pisząc.
Jest mi dobrze,bo przypomniałam sobie to ciepłe spojrzenie,które wywołuje zupełnie nowy rodzaj uśmiechu.
Jest mi dobrze,bo muzyka jest relaksacyjna.
Jest mi dobrze,bo mogę oddychać.
Jest mi dobrze,bo choć nie jest dobrze,to wiem,że będzie. Wierzę już,że nieważne aż tak są tytuły naukowe,nasze miejsca pracy,nasze osiągnięcia,nasze porażki,nasze sukcesy,nasze błędy,nawet nasze pasje. Ważny jest sam proces życia. Życie jako największa pasja.Każdego dnia znajduje się jakaś przyjemność,już od najmniejszych spraw.Zapach herbaty,smak obiadu,kostka czekolady rozpuszczająca się w ustach,piosenka,wiele piosenek,jakieś zdanie wyczytane,jakiś nieznajomy na ulicy,jakaś chwila śmiechu z kimś,jakaś łza,taka inna,taka wzruszająca,czyjeś przytulenie,jakiś wiersz,widok nieba,śpiew ptaków,wtulenie się w poduszkę,gdy jest tak miękka,czyjeś dobre słowo,czyjś głos,nasze oczy w lustrze,nasze ciało,nasze włosy ładnie skręcone albo ładnie proste,nasze usta,czyjeś usta,czyjś pocałunek,czyjś uśmiech,nasz uśmiech,jakieś piękno,jakieś zaskoczenie,jakaś emocja,każda jest dobra,jeśli pozwolimy jej przejść przez nas i odejść od nas.Nawet sny,gdy nie są koszmarami,tylko przygodami.Nie chcę żadnego pędu ku górze,chcę wreszcie ładu. Dopiero gdy dojdę do ładu,nieważne, w którym miejscu będę,będę mogła ruszyć dalej.Inaczej to tylko kręcenie się w miejscu.
Moja wartość jako człowieka jest zależna od wielu,wielu spraw. Ale tak naprawdę każdy z nas ma i tak podstawową wartość,każdy z nas jest organizmem żywym,my mamy wartość,zwierzęta mają wartość,choć wcale nie mają ukończonych studiów,ciekawego męża i dobrej pracy i jakichś sukcesów w pasjach.Rośliny mają wartość. Szacunek liczy się. Szacunek do życia.Do siebie nawzajem. Szanujemy się,bo czujemy.Tak winno być.Szacunek do człowieka,jako istoty żywej. Szacunek do rośliny,zwierzęcia.
Mój kochany Rudziku,gdzie jesteś? W poprzednim mieszkaniu miałam ogród,a w ogrodzie rudzika.Dziś mam tylko szarą kamienicę,dach,obskurne podwórko i trochę nieba,to najważniejsze,póki widać kawałek nieba.
Każdy znajdzie kawałek nieba dla siebie,jeśli tylko zechce.
Widzę teraz przed oczami Drogie Obrazy,drogie nie przez artystów,wartość na rynku,wartość dla sztuki,Drogie dla mnie.Bliskich ludzi,bliskich miejsc,bliskich chwil.
Jak tu się nie uśmiechnąć?
&&&
Coś starego,wynalezionego:
Któregoś dnia zbuduję dom. Nie sama, ale własnymi rękami,własnym językiem,własnym intelektem,własnym sercem,własnymi nogami,własnym ciałem,własnymi włosami, połączone z czyimiś rękami,językiem,intelektem,sercem,nogami,ciałem(jako całość), włosami. Nasze dłonie będą podawać sobie kubek herbaty lub kawy,podawać książki z podkreślonymi cytatami, na które ta druga osoba ma zwrócić uwagę,podawać nóż do krojenia wspólnie upieczonego chleba,podawać gwoździe i pędzel do budowania domu materialnego,podawać może nasze dziecko,aż w końcu łączyć się i ze sobą. Nasze języki będą mówić słowa,będą nas dzielić i łączyć,bo nieporozumienia rzecz ludzka,będą meblami i ozdobnymi dziełami sztuki,będą pisać poematy po ciele aż i się zwiążą na moment.Intelekt będzie otwierał część drzwi,wstawiał pewne okna,czasami będzie kluczem. Serce będzie dobre na wszystko,to będzie zapach naszego domu. Nogi pozwolą nam do siebie iść,pozwolą iść obok siebie,pozwolą bieg,gdy trzeba,nogi to taki dach,chronią od deszczu i wiatru. Ciała to kuchnia, przeróżne smaki i zapachy,potrawy które najpierw trzeba przyrządzić,trzeba też posprzątać, by przygotować samo miejsce,by stare potrawy nie fermentowały,nie gniły. Włosy to miękkie łóżko, to spokojny sen, dobranoc na koniec dnia i dzień dobry na początek.Mogę być bezdomna,pod mostem,ale z nim. Wtedy będę miała najlepszy dom. Dom miłości. Trochę burdel,trochę pałac,trochę drewniana,skromna chata,trochę mały,biedny pokoik,trochę więzienia,trochę ogrodu,trochę szpitala,trochę gołego nieba i spania na trawie,trochę przyczepy w podróży,trochę mnie,trochę jego,wszystko naraz,przemieszane,wymieszane,złączone.
i to jest najpiękniejsze,dla mnie.że nie ma pewności,poza tą śmiercią,ale i ona jest trochę niepewna,bo co potem,bo kiedy.że nie wiem kiedy umrę,ani w jaki sposób umrę,i na ile już umarłam,na ile dam radę się odrodzić,ani co będzie potem,po smierci.że nie wiem jaka będę jutro,a co dopiero za 10lat,o ile do nich dożyję.że nie wiem co jeszcze skrywa mój gust,mój intelekt,moje serce,dokąd zaprowadzą mnie nogi i czym zaskoczą uszy,co wypowiedzą usta,ale i jak poczują dotykiem,czy dłonie.może moje dłonie są zdolne do czegoś,a ja im nie pozwoliłam jeszcze tego poznać.i że ludzie wokół mogą być też taką tajemnicą.w pewnym sensie nie każda zagadka jest interesująca,bo jednak są mniej i bardziej skomplikowane zagadki na pierwszy rzut oka,choć na drugi wszystkie są skomplikowane,ten głębszy.być moze wystarczy tylko otworzyć oczy,uszy,mózg,serce,dłonie,usta,język na tę druga osobę,jakąkolwiek i na cokolwiek wokółKiedyś człowieka określiłam zamkiem. W zamku masz pełno komnat,również tajemne,które nigdy można nie odnaleźć,również takie,które trzymasz zamknięte na klucz i nie chcesz wpuścić nikogo,albo wpuszczasz z czasem,a na początku masz grodzenie,masz bramę. Bo to i trzeba posłyszeć pukanie i chcieć wpuścić pielgrzyma,żeby został gościem,z czasem domownikiem niektórzy.Ariel na pierwszym spotkaniu,pierwsze,co powiedział, że ta energia ode mnie bije,która biła już w mailach i że dla niektórych to nawet będzie nie do zniesienia, z zazdrości,będą chcieli to niejako zniszczyć i może miał trochę racji.Kim jestem?Milionem świetlików,tak mi się skojarzyło. A propos energii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz