niedziela, 3 lutego 2013

Wiara w ludzkość

Ja dziś wierzę w ludzkość.Dawno tego nie miałam.Tych przebłysków.Zaczęło się niewinnie.Od kobiety w Starbucksie.Bo ja codziennie wypatruję tam mojej kosmetyczki.I teraz mał wtrącenie-moja kosmetyczka,to pani sprzed lat,piękna naturalnym pięknem dojrzałej,zadbanej kobiety. Nie widziałam jej w makijazu,ani w pięknym stroju,tylko nienagannie zadbaną w pracy,nieskazitelnie piękną. Ma czarne włosy,kręcone.Zielone oczy,duże,ładne,ciepłe,radosne. Uśmiech taki,że człowiekowi się lepiej robi.Głos taki,że to balsam dla duszy. I serce.Ogromne serce.Wiecie,ile ja jej płaciłam?Grosze.Bo ona robiła to DLA PRZYJEMNOŚCI.Miała kilka miejsc pracy,w tym kwiaciarnię i właśnie własne studio kosmetyczne i to wszystko razem zsumowane,plus mąż,pewnie pozwalało żyć dostatnio,a ona nie musiała się przejmować i mogła robić to dla przyjemności.A nie ma nic piękniejszego niż przyjemność.I ona sobie wybierała klientki.Musiała poczuć,że ten ktoś to ktoś odpowiedni.Polubić go.tam nie można było wejść i zażądać spotkania.Ona była dla mnie jak taka starsza siostra.Może nawet taka matka trochę.To nie była TYLKO kosmetyczka. To był najlepszy psycholog,jakiego w życiu spotkałam. Tam się szło NA ROZMOWĘ,na herbatę,na relaks. Tam się miało masaż twarzy na dzień dobry,pełno zabiegów,rozmów,a potem jeszcze makijaż delikatny żeby ładnie wyglądać.Żeby nie czuć się niekomfortowo po zabiegu.Która kosmetyczka o tym pamięta?I ostatnio Paula ją widziała na kawie,we Starbucksie.I ja tak bardzo chcę ją spotkać,bo od lat jej nie widziałam,odkąd się wyprowadziła.Notabene jej córka ma przepiękne włosy.Proste,gęste,za pas.I niesamowite było tej zupełnie niewinnej dziewczynce,bo ona była tak cudownie niewinna dać rolę nieczystości. Bo taką rolę jej dałam.Nieczystość-to wówczas najbardziej czysta ze znanych mi osób,ubrana tylko w prześcieradło,z rozpuszczonymi włosami,dłonią kusząco wyciągniętą i z jabłkiem.
Ok,koniec wtrącenia.
Wracając do kobiety.Była kobietą,która zawładnie całym naszym polem widzenia. Też długie kręcone włosy,w takim jakimś naturalnym kolorze brązu,choć pewnie farbowane,bo pani miała już trochę lat.Miała delikatne zmarszczki wokół oczu,bardzo ładnych,orzechowych.I usta,lubię usta.I taka promienna,radosna.I dziecko w wózku obok.I ta kawa w jej dłoniach.Budzić się przy takiej kobiecie,w ogóle nieumalowanej,jak te panie obok z Douglasa,tzn.,jako wprawione kobiece oko wiem,że pewnie jakiś delikatny makijaż miała,ale właśnie o tę delikatność chodzi,o tę naturalność, o tę prostotę,budzić się przy niej to zaczynać dzień od piękna.I podstawić tu można KAŻDĄ inną kobietę,od której bije to COŚ  i nie jest to związane z fizycznością,choć ta fizycznie była wyjątkowo piękna również.Choć zupełnie inaczej niż pani,która później wyszła od jubilera,drogo ubrana,mocno umalowana,w modnej fryzurze,też była piękna,seksowna nawet,ale to nie to.To była tylko uroda,dopracowana dodatkami w postaci kasy,która jej na to pozwoliła.Nie było tego czegoś.
A potem były rodziny-takie fajne dziś,bo szczęśliwe razem.Objęte,uśmiechnięte,nieśpieszne.
I kotek był.Miauczał na całą Półwiejską.CHyba spadł nieszczęśliwie,na pewno coś sobie złamał.Właściciele albo po prostu mieszkańcy kamienicy zbiegli do niego i nie wiedzieli jak go zabrać,co zrobić,żeby większej krzywdy ni zrobić.I ludzie się zbiegli.Ktoś się znał,może sam ma kota,a może po weterynarii ta dziewczyna?ktoś inny, bo mu żal,dzieci,bo tak śmieszniej,bo kot miauczy,pomiauczymy z nim,może mu raźniej będzie.To było takie zwyczajnie ładne.
I kobiety dziś są wyjątkowo piękne.I te naturalne i ta,która była nie stąd i robiła zdjęcia.Szła w futrze,obcasach,długich włosach.Futro dopasowane do typu urody.Mężczyźni się za nią oglądali,a ona robiła zdjęcia i polubiłam ją,bo robiła ujęcia też tym brzydkim miejscom,miałyśmy coś wspólnego.Czuć zbliżającą się wiosnę.Tak,przestałam nawet patrzeć na mężczyzn.Tak,jestem estetką i podobają mi się kobiety.Nie tylko estetycznie,choć wciąż nic z tym nie zrobiłam;)

I widziałam parę staruszków,pod rękę szli,dostojni,uśmiechnięci.To też dawało wiarę.

Wiara w ludzkość.

I dziś obiad będzie niedzielny. Ziemniaki kupiłam,może z trzeci raz podczas studiów;) Bo ja nie przepadam za ziemniakami,to starczą mi w domu na obiadkach.Ale dziś za nimi zatęskniłam,tak ze śmietaną,z masłem. I ryba będzie.Tym bardziej zatęskniłam.marne obiady ostatnio,bo marnie w portfelu,pusto dokładniej. I ok,nie powinnam.Ale ja mam taki typ charakteru. Raz się żyje.Dla chwil szczęścia ryzykuje,a potem kombinuję.To trywialnie niby tylko obiad droższy,ale mam tak z różnymi rzeczami.To jestem ja i cieszę się,że to właśnie sobą dziś jestem.

I albo ta pogoda,albo ja mam dobry dzień,a może wszyscy mamy lepszy dzień i temu wierzę w tę ludzkość.

I uświadomiono mi dotkliwie w Rossmanie,że nie jestem już młoda.Stanęłam przy półce,z której zawsze biorę kosmetyki.A tam podpis cera młoda.A obok podpis plus 20.Ja jestem plus 20,nie młoda. Zabawnie.Bo to wiążę się z tym,że już nawet bliżej mi do 25,niż do 19.A skoro bliżej to zaraz będzie
+25.A to już naprawdę jest wiek.Wymaga czegoś więcej niż tylko roztrzepania młodzieńczego.Odkąd pamiętam,wiek idealny.To właśnie kobieta między 25a 35.Bo ona jest młoda, a jednak jest już jakaś doświadczona,jakaś kobieca. No i kobiety po40,jak faceci przeżywają kryzys,tak one drugą młodość w tym sensie,że już najlepiej wiedzą czego chcą,znaja siebie,są świadome siebie i ta uroda,inna,a jednak piękna.

Jak ja się ogromnie,ogromnie cieszę,że zaakceptowałam swoją kobiecość.Przez miniony rok dopiero.Może trochę więcej,bo musiałam nad sobą popracować do sceny kobiecej do bólu,z "Co Ty mi zrobiłeś".Ja płakałam na próbach.Bo gdzie,ja,JA KOBIECA?JA SEKSOWNA? i to jeszcze PRZED LUDŹMI,PUBLICZNIE,NA SCENIE?nieeeeeeeeeeee....nie potrafię,nieeeeeeeeeeeeee.a potem,"cud".:)

ale trwało to i później jeszcze. I w tych mailach,gdy człowiek mentalnie walczył i nawet ostatnio,z M.

http://www.youtube.com/watch?v=EI8lt9RDRLw

Jestem dziś szczęśliwa,powiem to publicznie. I nic się nie zmieniło na zewnątrz,może tylko tymczasowy przypływ gotówki,który przecież miał swoje przeznaczenie na co,innego niż dobry obiad i paczka ciastek owsianych.Ale wewnątrz mnie.I na zewnątrz, w tym świetle,tym słońcu.To może się wydać absurdalne,ale gdybym żyła gdzieś,gdzie zawsze jest ciepło,czułabym się inaczej.Ja czerpię energię ze słońca.Ze światła.Przecież depresje wywodzą się i od braku światła.

Thank God,Im a women.

***
Zobaczyłam mężczyznę. Wysoki,szczupły,w ciemnych kolorach,może tylko spodnie wojskowe. Włosy długie,ciemne,proste. Twarz już nie miała nic wspólnego.Poczułam i pomyślałam tylko,że tęsknię. Nic więcej. To było dobre uczucie.Tylko i aż tęsknić.Bez żalu i smutku. Choć przecież wiem jaką chciałam zeszłą wiosnę, a dziś kojarzy mi się z zapowiedzią wiosny.Wiem,ale to już nieistotne dla dziś.Dla dziś liczy się tylko, że był ktoś taki i że jest w pamięci.Może jeszcze nie tak do końca. Ale już coraz bliżej ku temu. Bo tak musi być.

http://www.youtube.com/watch?v=TGObF2q63Ew

Och.I to zdjęcie,które widzę na przeciwko.Uwielbiam je. Jest na nim szczęśliwy.I ten świat tego błękitu nieba i oceanu też jest szczęśliwy. Całość to piękny widok,zwłaszcza,z przystojnym mężczyzną,gdy Go tak słońce oświetla jeszcze,jakby biło od niego to światło.

A ludzie z wywołanej fotografii mają w sobie coś prawdziwszego niż z fotografii komputerowej.Są bardziej namacalni. Zresztą ja od początku mam ochotę wejść w to zdjęcie,jeszcze nawet do wersji cyfrowej. To jakby brama.Zdjęcie-brama.Do Niego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz