czwartek, 21 lutego 2013

Nic nie dzieję się bez przyczyny.

http://www.youtube.com/watch?v=QmVu8muyA2k

Pamiętam jego koszulę,gdy go poznałam. Pamiętam,jak wstawał od tego stołu i szedł do mnie i spytać,czy z nim zatańczę. Pamiętam,jak jego znajomi denerwowali się,że jeszcze nie wychodzi,a ja wymyślałam zagadki dotyczące mojego numeru. Pamiętam,jak pomyślałam,że byłby świetnym kumplem.Nijak mnie wtedy pociągał. A gdy wyszedł pociągał mnie zupełnie ktoś inny.Pamiętam gdzie byłam,gdy zadzwonił na drugi dzień i że kończył wtedy zajęcia,było słychać uliczny hałas. Pamiętam, jak szykowałam się na pierwsze spotkanie,mając go gdzieś,zakochana dalej w A. Chciałam wyglądać pięknie,to była moja szansa,miałam tam pójść z N. i M., na cały ten pokaz,miałam iść na godzinę randki i albo z nim,albo bez niego pójść na ten pokaz. Pamiętam,jak siedziałam w tramwaju,a jego cierpliwość skończyła się i zadzwonił,że albo go znajdę po drodze,albo się nie spotkamy.W końcu spóźniłam się przeszło pół godziny,informując o tym już i tak po czasie. Pamiętam,jak staliśmy na tym przejściu,po przeciwnych stronach i jak nagle odkryłam w nim mężczyznę.W jego sposobie ubierania się,w jego chodzie,w jego uśmiechu pewnym siebie,w jego pewnym siebie spojrzeniu. Pamiętam te miejsca po, których spacerowaliśmy i ten śmieszny McDonalds i tę grubą dziewczynę przed nami.Pamiętam,że czas tak płynął,iż nie poszłam na żaden pokaz,a nawet zostałam z nim na imprezę. Poznałam jego znajomych.Po raz pierwszy i jak na razie ostatni odnalazłam się w większej grupie obcych ludzi. Żartowałam,kokietowałam,dogadywałam się i z kumplami i z kumpelami. Pamiętam jego przyjaciółkę,która powiedziała,że świetnie do siebie pasujemy i że tak dobrze razem wyglądamy. Pamiętamy te schody,na których chciał mnie pocałować pierwszy raz,ale nie pozwoliłam mu,a on stwierdził,że to było do przewidzenia,ale warto było próbować. Pamiętam tę ulicę nocą,ten kościółek na tle nieba,ten parapet na którym przysiadliśmy i ten pierwszy pocałunek. Nie zawsze pierwsze pocałunki są doskonałe. A przecież kolejne były tylko lepsze.
Pamiętam pocałunki w deszczu i te spacery donikąd. Rusałkę nocą i opowieści o moim wymarzonym domku nad jeziorem,to on je tworzył i umieszczał tam i siebie, a ja go eliminowałam. Pamiętam ten wieczór u niego i to dla niego może żartobliwe,może mające zagrać na moich uczuciach,a dla mnie zaskakujące i jak dotąd jedyne,to głaskanie mojego brzucha i śmianie się,jak damy mu na imię.Pamiętam to jak się wkurwił pierwszy raz, że przekraczam granicę dobrego smaku pomiędzy byciem pociągającą,a chamską.Bo przecież byłam jeszcze wtedy przez moment zakochana w kimś.Pamiętam,jak wtedy rozpłakałam się,że znowu chce popsuć coś,uciekając w coś,co nie istnieje,jak Angela mnie przytuliła,jak zaraz potem wyszłam z domu,"dzieli nas zaledwie te parę ulic,te parę domów wzdłuż i wszerz",parę minut i byłam tam,on czekał,chciałam niezręcznie wytłumaczyć się,a on w połowie po prostu zamknął mi usta pocałunkiem, a potem przytulił,pierwszy raz tak czule.
Pamiętam tramwaje,w których mówił,że widzi jakąś piękną kobietę w czerwonym płaszczu,jedyna,która przykuwa uwagę tu,a ja ironicznie to komentowałam,nigdy nie mówiąc"dzięki za komplement".
Pamiętam dokładnie miejsce,w którym odkyłam w nim Humpreya Bogarta i odkryłam,że on chce być zimnym draniem,cała mowa jego ciała ma właśnie to o nim mówić. Pamiętam ten uśmieszek,ale i zdziwienie w oczach. Pamiętam,gdy irytował się na pytających go o papierosy i pamiętam,gdy nie tylko dał temu bezdomnemu papierosa i ogień,ale i z nim porozmawiał serdecznie.
Pamiętam kolejną imprezę,pamiętam przebieganie przed wozem policyjnym na czerwonym i uciekanie w to obce mieszkanie,kolejni ludzie nowi,ale i starzy,kolejny raz czułam się świetnie,pamiętam to zdziwienie,gdy wyszłam z jego kumplem na papierosa"przecież Ty nie palisz"i ten wzrok skierowany na mnie gdy paliłam. Pamiętam te imprezę później,pamiętam jak się spił i jak przekroczyliśmy pewną granicę,tym,że nie zostałam z jego kumplem, a wracałam z nim i jego przyjacielem,tym,że pilnowałam go,gdy rzygał,tym że jego przyjaciel nazwał mnie dzielną dziewczyną J.,a potem to ja go odprowadzałam do samego mieszkania,otwierałam te drzwi i wracałam do siebie. Musiał po tym zniknąć,jak na drania przystało.
Pamiętam każdy raz,gdy wracał. Każdy idealny moment,akurat gdy o nim pomyślałam,choć po drodze byli inni faceci,inne sprawy,choć wcale nie chciałam. Akurat wtedy dostawałam pieprzoną wiadomość"Pomyślałem o Tobie,spotkajmy się.". Pamiętam ten pieprzony ogień,nawet z M. nie mam aż takiej chemii. Pamiętam,jak niesamowicie mnie wkurwiał i jednocześnie przyciągał,działał na mnie jak w hiszpańskim romansie i ja tak na niego działałam.
Ani razu mnie nie rozebrał.W przeciwieństwie do innych,ani razu. A działał tak...
Przepadał,wracał,znikał i sam nie mógł sobie z tym poradzić. Ani ja. Ale potem przegiął. Zniknął na zbyt długo. Spotykałam się z kimś i chciałam niejako racjonalnie ułożyć sobie na moment życie. Zresztą,racjonalnie miałam gdzie spać wtedy w Pzń,bo akurat nie miałam na wakacje mieszkania. I wtedy ten jeden sms,z drugiego końca Europy,nim wysiadłam z autobusu,by przywitać tamtego. Jeden sms i to przepraszam i te kilka zdań wystarczyło. To była ostatnia noc i dzień,ostatnie spotkanie z D. Nie mogłabym.

Wtedy były maile i smsy.Było wszystko takie spokojniejsze. Pamiętam tę imprezę nad morzem i ten sms,jesteś jedną z nielicznych osób,do której numer nauczyłem się na pamięć. Jedną z naprawdę niewielu.Pamiętam ten sen,tak niesamowicie realny,żaden realny mężczyzna nie doprowadził mnie do tego momentu,do którego doprowadził mnie ten sen,ale to nie był sen,to było zawieszenie w czasoprzestrzeni,czułam nie tylko dotyk,ale i zapachy a cały świat nie istniał,zawęził się do dwóch istnień splecionych ze sobą.Było oczekiwanie powrotu. Miał być samolot tego,a tego i przyjście na mój spektakl. Wrócił później. Ja wyjechałam. Wróciłam. Mieliśmy się spotkać. Dalej mu nieufałam,dalej mnie wkurwiał,dalej mnie niesamowicie przyciągał,dalej wiedziałam,że jestem zakochana.Jedno głupie nieporozumienie. Pamiętam go,na tym przystanku. I pamiętam później tę rozmowę telefoniczną,rozmowę wcześniej z An.,pamiętam ten moment zawahania-jeśli teraz się z nim spotkam,od tego zależy nasza dalsza znajomość,ale przecież będę mu podporządkowana,jeśli teraz spróbuję postawić na swoim,on się wkurwi i wszystko przepadnie,pamiętam to wahanie i to gdy zwyciężyła chęć niezależności. Oczywiście,z perspektywy czasy,on choć impulsywnie zadziałał,to miał rację. Irracjonalne było całe to moje wkurwienie,skoro wszystko to tylko był przypadke,złośliwość doby internetu i pomyłek.Byłoby to nasze ostatnie spotkanie wtedy na przystanku,gdyby nie pech,że we wakacje spotkałam go w tym samym miejscu. Tym razem nie powiedział mi cześć,dziś już wiem,że mnie po prostu nie zauważył,nie usłyszał,bo przecież odzywał się później,kolejne nieporozumienie. Skoro nie mówisz mi cześć,to spierdalaj,proste. Więc kolejne spotkanie,na innym przystanku,skoro wyglądam źle akurat tej nocy,to lepiej żebyś mnie nie widział. I tyle. Więcej już Ciebie nie spotkam.
Czasami coś skomentujesz i to tyle.Czasami wiem,jakie to byłoby bez sensu,a czasami tęsknię.
Bo ja dalej pamiętam twój numer.Mylę się z numerami do przyjaciółek,do których pisze od lat,a do ciebie nie piszę od dawna,nie mam twojego numeru od dawna,ale dalej go pamiętam.I wiem,że mogę zadzwonić, z rana,gdy twój głos jest niski,wiem,powiedziałeś.
I pewnie wkurwiłabym się i tak,gdybyś miał tę satysfakcję świadomości,że dalej siedzisz mi w głowie.
I gdybym spotkała Ciebie dziś,czy cokolwiek by się zmieniło? Czy dalej byłoby spotkanie dwóch żywiołów?
Czasami mi się śnisz. Od maili z W., jakoś mi się o Tobie myśli. Bo czasami trzeba było Ciebie wspomnieć,a propos czegoś.Więc tak już mi zostało. Czasami Ciebie wspominam,po prostu. Widzę zajawki naszych wspomnień,jak dziś. Nagle pamiętam Twój zapach,twoje ubranie,twoje spojrzenie i twój dotyk. Pamiętam, jak do pewnego czasu dobrze się przy Tobie czułam,właśnie tak,jak czuć się chciałam.Piękna,zwariowana,błyskotliwa,zabawna,przekorna.

Gdybyś napisał mi"pomyślałem o tobie,spotkajmy się",przyszłabym.Schowałabym tę dumę,czułabym się z tym okropnie,ale przyszłabym.Dla spokoju.Tak jak i Ty wracałeś,chcąc zaznać spokoju,chcąc pozbyć się wreszcie mnie,przekonać,że już na ciebie nie działam,albo wreszcie coś z tym zrobić,a za każdym razem stawało w tym samym miejscu,aż do wtedy,a po tym wszystkim znalazłeś pierwszą piękniejszą i znalazłeś spokój w związku,na jakiś czas i nie liczę się już ja.
Na szczęście mam inny numer. Nie mogę mieć nadziei.Na szczęście jest ktoś inny.Ktoś trochę podobny,a jednak zupełnie inny i to jest bardzo dobre,samo w sobie i właściwsze.
Choć czasami zastanawiam się,czy byłaby taka  zima i taki koniec jesieni,gdybym wtedy nie postawiła na dumę.Czy utrzymałbyś mnie na powierzchni,skoro jeszcze chwilę wcześniej wszystko jako tako było ze mną w porządku.Ale czy wtedy byłby W.? A gdyby nie W., czy byłby M.? Przecież nie stałabym na tym moście pijana,płacząc od środka i nie myślała o W.ani o wszystkim innym,co wtedy miało wydarzenie,a w jakiś sposób było złączone, więc i nie musiałabym mówić nieznajomemu,że jestem smutna.
Szkoda tylko,że dalej jestem smutna.

Za 11minut zadzwonię do psychologa.Wreszcie.
***
Zadzwoniłam.Czasami powraca mój lęk do rozmów telefonicznych.Po pierwsze  z dawnej nieśmiałości.Po drugie przez telefon zawsze dowiadywaliśmy się w rodzinie o czyjejś śmierci.Po trzecie matka K., która wydzwaniała do mojej mamy"bo mój syn jest zakochany,niech pani coś z tym zrobi",a potem przeszpiegi.
***
Jakie są wasze pierwsze wspomnienia?Pierwsze wspomnienia musiały być silne,więc była to moja modlitwa,którą wzruszyłam rodzinę do łez. Trzy letnie dziecko na kolanach,mówiące z pamięci te wszystkie formułki i proszące Boga żeby było dobrze,przed operacją. Potem szpital-sala,na której leżałam,zastrzyk bolesny,sala zabaw,moment powrotu po mnie rodziców,dziewczynka,która pomagała mi się pakować i ten chłopiec od mentosów. Czy on mnie też wspomina? Jest jednym z moich pierwszych wspomnień i zapamiętam go do końca życia. Chcę żeby żył,ale jeśli już nie żyje,czy czasami gdzieś mnie nie słyszy? Miał raka.Nie wiem z jakich powodów leżał na tym samym oddziale co ja,bo nie z powodu raka oczywiście.I miał mentosy po które do niego chodziłam. Miał naście lat,niewiele,chłopiec,chłopak,z sercem dla trzy latki. Myślałam kiedyś,że może go sobie ubzdurałam?Ale moja mama potwierdziła, że był. Czasami chciałabym go spotkać,choć nawet gdybym go poznała nie wiedzielibyśmy,że to my. Czy wspomina się takie coś,jak leżenie w szpitalu,w dzieciństwie?I przecież bylibyśmy sobie obcy.A jednak.Myślę o nim,odkąd pamiętam,a to cholernie niesamowite.Najbardziej o tym,czy jeszcze żyje.I czy też mnie pamięta. Jest przecież dojrzałym mężczyzną.Dlaczego wywarł na mnie tak silne wrażenie i dlaczego wciąż raz po raz go wspominam? Miałam trzy lata.Brzmi absurdalnie.
***
Wczorajsza noc była pełna absurdów.Jak to z A.stwierdziłyśmy nie tylko my,ale i masa ludzi wokół potrzebują psychologa.
"Cały ten świat potrzebuję psychologa"!
***
Dlaczego dziś tyle wspominam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz