Dziś jest blue monday. W zeszłym roku pan V. mi uświadomił, w tym Frida,za rok może już będę pamiętać. Wg psychologów najbardziej depresyjny dzień. depresyjne to były moje sny dziś tylko. Ale już w nich miałam nastawienie-jest ciekawie,chce obejrzeć do końca.
Ale jest też dzień dziwaka-wracałam do domu,tańcząc poloneza,rozciągając się na przejściu i dyrygując do czajkowskiego :D i moje dłonie tańczyły,bo po warsztatach.
Dziś jest dzień w pełni-w pełni wykorzystałam swój intelekt,swoją wyobraźnię(a dopiero,co przeczytałam u Fridy o wyobraźni,proszę,na miejscu ta notka),swoje ciało,swoje zmysły. Od rana rmf classic,spaceruje wszędzie pieszo,byłam na obiedzie w restauracji-Manekin jest w sumie tani,jak na takie dania-zjadłam spaghetti naleśnikowe z grillowanym łososiem,idealne danie. Jedyne,co dobre zrobiłam dla innych-to właśnie napiwek dla kelnerki.Bo nie zrobiłam dziś nic dla świata,ani dla innych,ale tak wiele dla siebie i sobą.Na zajęciach omawialiśmy dramat Ciało obce-to dramat dokumentalny,Ewa-nie Adam,a Marek,istnieli naprawdę. Co ciekawe, Ewa zawsze miała w sobie narrację kobiecą,a w dramacie jest konflikt niejako między męskim a żeńskim. Dramat w sumie dobrze pokazuje pewne stereotypy i to,że nasze społeczeństwo jest tak...konserwatywne,tak niegotowe na zmiany. Niby zmienił się ustrój polityczny,komuny już nie ma(nie,nie tęsknię za czasami takimi,nawet jeśli mnie tam nie było,ostatnio jakiś polityk podał opcję uczynienia 2013roku, rokiem Gierka *.*),a dalej tacy jacyś mentalni nietacy.Zawirusowane społeczeństwo. Pani Ewa,mimo trzech fakultetów,przybija pieczątki do listów. Bo nie może znaleźć sobie pracy,bo w szkole jej nie chcą,bo jest,jak jest. Znajomy jeden uznał kiedyś,że "Marek to był świetny facet,a ty kim jesteś?",a ona zawsze była Ewą. Ewa Hołuszko,dla zainteresowanych.
I teraz ja mam za zadanie napisać dramat dokumentalny-pytanie do was- o czym :D szukam inspiracji.
Pouczyłam się też słówek z angielskiego i cholipcia,dawno nie uczyłam się na pamięć czegoś,czystego wykucia.
A potem była magia, modlitwa ciała. Warsztat aktorski-trening kreatywności aktora-z Januszem Stolarskim. Janusz jak sam przyznał miał szczęście,że po szkole aktorskiej trafił w odpowiednie miejsce-miejsce drewnianej podłogi i ceglastych ścian i nic więcej. Bo podłoga niesamowicie dużo daje. A pusta przestrzeń pobudza wyobraźnię.I my dziś mieliśmy być szaleńcami-bo szaleniec to dla niego ten,kto ciągle siebie i innych zaskakuje. Mieliśmy być jak te dzieci w piaskownicy,które wynajdują sobie same problemy,same są napalone na to,co robią,podekscytowane,kreatywnie rozwiązują problemy,kreatywnie się bawią.Nie granie,a zaskakiwanie siebie,a przez to widza. Opowiadanie historii. Swoim ciałem,bez słów.Historia musi być najpierw ciekawa dla Ciebie, to ty musisz się w nią wciągnąć,a potem musisz wciągnąć widza. Oczarować go. Ja na przykład w pewnym momencie robiłam ćwiczenie i przyciągnęłam uwagę Janusza,na moment jednak poszłam w oczywistość i już straciłam jego uwagę,na sali było więcej osób,widz odszedł. A potem zwracał mi uwagę,że moglam to później pociągnąć tak i tak-i ja to zrobiłam,gdy on nie patrzył. Więc to się już nie liczy. Tak,potrzebujemy problemów i zaskakiwania,inaczej jeśli tylko pokażemy umiejętności ot tak,z łatwością,to widz też poczuje,że może,albo że już to zna,albo że idiotę się z niego robi i tyle.
I budzimy całe swoje ciało do ruchu,ale najpierw szatkujemy je,jak kapustę. Zaczynamy od głowy,klatki piersiowej,barków,łokci,dłoni,bioder,kolan,stóp. Wszystko po kolei.I na początku wychodzimy tylko od ruchu jednej części,jasno i przejrzyście,żeby było wiadomo,że teraz ruszamy łokciem,a nie dłonią. Potem impulsy przeskakują, a potem już włączamy w to całe ciało. I opowiadamy historię. Nie robimy tego ot tak,dla samego ćwiczenia fizycznego. Uruchamiamy wyobraźnię. I nagle okazuje się,że rodzą się w nas emocje,że rodzą się w nas zaskakujące ruchy i fabuły.A najfajniejszy jest ten pot i znój.I to,że nagle moje ciało,które jest zesztywniałe ostatnio robi takie ciekawe rzeczy.I trzeba pamiętać,że aktor nie ma łatwo,aktor ma nieustanną harówkę pod górkę. Nie dla przyjemnośći, a dla trudu robisz. Ciągle zaskakiwać,ciągle sprawdzać granice,ciągle je poszerzać,ciągle być wariatem.Ciało aktora to żywa rzeźba,trzeba i o tym nieustannie pamiętać,by nie być nudnym.O różnych wektorach, w które próbują wyruszyć nasze poszczególne części ciała,co sprawia,że stajemy się barokową rzeźbą.Pełną ekspresji i różnorodności.
Tu był i duchowy aspekt i fizyczny i wyobraźni i też estetyczny,czy wzrokowy patrząc na ludzi wokół.
Fajnie było,czekam na część drugą,jutro.
Jak ja bym chciała tak żyć-teatr na co dzień.Warsztaty,spektakle,festiwale,granie,oglądanie,pisanie.I grupa teatralna. Bo to wspólnota.
tak ci pisał? a widzisz, to przejął to ode mnie, bo ja mu z rana zawsze smsa wysyłałam jak było co głupsze świeto znam na większość dni chyba, dzisiaj jest dzień sprzątania biurka, ale ja nie mam biurka, to nie obchodzę:D a jutro dzień Ligii Ochrony Przyrody- ale to wiem przez wojtka. i tak w kółko:D
OdpowiedzUsuńa w Manekinie Ola pracowała jakiś czas. wiesz, że jeszcze tam nie wpadłam, a miałam kupony na żarcie za pół ceny? jakoś się rozmyło, przepadło.
bo zmiany najważniejsze są w łowie. nie te widoczne, ale do tych...może nigdy nie dojrzejemy?
a ty to masz taki problem jak ja-chcesz takie życie raz, kiedy indziej inne, tu to, tu dom, tu podróże, tu życie w teatrze, tu jeszcze co innego....a wszystkich srok za ogon naraz się nie złapie:)ale to taka refleksja nagła:)