środa, 30 stycznia 2013

Sama sobie mówię też:ogarnij się.

Najpierw uciekł mi autobus.Potem okazało się,że spotkania nie będzie,a znajoma nawet znać nie dała, może dała na stary numer zresztą,kto wie. I czekałam na tramwaj i nie mogłam już,więc trochę odsunęłam się od ludzi i zapatrzyłam na te pieprzone auta. Tak,sama siebie tym wkurwiam. Tymi autami i tym tramwajem i innymi myślami.Na szczęście racjonalizm wziął górę-jeśli cokolwiek mi się stanie,moi rodzice nie wiedzą do kogo należy Wilk,Wilk wtedy nie wróci do właściciela a ja zawalę czyjeś zaufanie. To wróciłam do domu. Zamknęłam za sobą drzwi i pozwoliłam sobie na płacz,irracjonalny,bo tak,nie miałam powodu,inaczej NIE ZNAŁAM POWODU.Usiadłam w ciemnym,zimnym,cichym pokoju i wsłuchiwałam się w ten płacz,jakbym to nie ja płakała,a ktoś inny. Nawet głosem przemawiałam nie moim i mówiłam sobie, to wcale nie jest mój głos, a potem dobrze,to jest mój głos,ale JA wcale nie jestem TYLKO tym głosem.Potem powiedziałam sobie dość,kaszel mnie męczył przy tym. Ale czułam,że jeszcze nie jest dość.I dostałam sms od Fridy,że mi da wpierdol,a potem przytuli. I wtedy mój organizm dał mi wpierdol. Płacz na chwilę znów ruszył,ale zaczęłam się przy tym autentycznie dusić. Mam problem z oddychaniem teraz,a jeśli dorzucić zapłakanego i kaszlącego człowieka to owszem,wychodzą cyrki. Oczywiście, mądra ja, w momencie duszenia się zapotrzebowałam nagle zachłannie powietrza, co znowuż spowodowało odruch wymiotny po całej tej szarpaninie,więc rzygać mi się chciało już mną samą pewnie i i wyrzygać te myśli niepotrzebne. To pobiegłam do kibla,mając kolejny problem, bo odruchy wymiotne również bywają dławiące. W końcu walnęłam klapą od kibla w ramach ostatniego aktu i oparłam się o zimną ścianę. Poczułam ulgę,najzwyczajniej w świecie.Ale to jeszcze było za mało,bo byłam w lekkim szoku. A przecież umiem siebie uspokoić-dobre smaki,ciepło,muzycznie. Skupiłam się na tym,włączyłam światło,ale nie za duże,nie lubię w takich chwilach ostrego światła. I zaczęłam mówić do siebie. Najpierw żeby siebie uspokoić,potem ochrzanić,potem pokazać"ha, i co, dalej jesteś taka śmiała, czy może jednak żyć ci się zachciało". A potem to chyba nawet mówiłam bardziej Nim,ale i sobą, bo przecież On zdążył powiedzieć kiedyś tylko część,a ja sobie teraz resztę rzekłam,po czasie widząc,co dalej robię. O ptaszynie w klatce, która tak się przyzwyczaiła do klatki,że choć furtka już jest otwarta,ona do niej wraca. I wcale nie jest kotem,bo kot by już sobie dawno poradził.Jest ptakiem,a ptaki mają skrzydła po to żeby latać. I ona teraz ma złamane te skrzydła. Ale to nic takiego, bo skrzydła się zrastają i można dalej fruwać.A Ty ptaszyno cały czas rozdrapujesz swoje rany i nie pozwalasz im zagoić się,ani skrzydłom zrosnąć się. I przecież,jak piecze z bólu,to płacz,owszem,poczuj się słaba,masz prawo do słabości,ale zaakceptuj te swoją słabość,nie rozdrapuj jej,daj jej się zagoić, naucz się z nią żyć i do cholery -żyj.Któregoś dnia ani się spojrzysz,a rany nie będzie.Będzie maleńka blizna, na znak pamięci. Pamięci,że przetrwałaś, że złamanie nie straszne,więc nie bój się,tylko leć dalej.

No i mówię sobie,po raz setny,a jak trzeba będzie to i milionowy:Katarzyno,do cholery,ogarnij się.I oczywiście,znam te wszystkie historie i to,że mają gorzej i w ogóle,w ogóle,kiedyś w życiu bym takich myśli nie dopuściła do siebie przez wzgląd na pewne osoby. Ale moje demony chcą wziąć górę,bo się szamoczę z nimi za bardzo,zamiast się zaznajomić. Na spokojnie. Pogadać ze sobą,jak dziś. Bo przecież wiem,że boję się życia,nie od dziś,a dalej tylko na tym kończę. Choć może i robię niejedno,by to pokonać i niejedno już zrobiłam,ale cofam się potem,cofam się wstecz dalej niż w przód.

Zmęczyłam się.Sobą. Szkoda,że nie można brać wakacji od siebie:)

I przepraszam za wkurwienie,co niektórych.Następnym razem albo to w sobie przezwyciężę,albo założę hasło na bloga:>



3 komentarze:

  1. ty mi tu nie hasłuj, tylko jak ci źle, to nie pierdu, pierdu o głupotach, tylko rzec można, wpaść na herbatę można, cokolwiek. wylać gdzieś to trzeba, a za wkurwienie nie ma co przepraszać, bo chyba dobrze, że sie ludzie wkurwiają, co? to znaczy, że im zależy, a przy rzyganiu wlosy trzymają:)
    i to prawda, każda rana się zrasta, jeśli się jej na to pozwoli, jeśli się wiecznie nie drapie- i nie cofa. ale może my boimy się, jako ludzie, szczęścia, bo nas rozczaruje? może dlatego się cofamy?
    i się dogadasz:) tylko właśnie czasu trzeba.
    wakacji się nie da..ale są momnty, gdy można odłożyć mózg do lodówki i chyba trza zacząć to praktykować:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a jak można odłożyć mózg do lodówki:>

    OdpowiedzUsuń
  3. można, bardzo skutecznie paroma metodami. chociaż nie wiem, czy wielu je zaaprobuje, przynajmniej- co po niektóre:P

    OdpowiedzUsuń