Po 1
Gregor Schneider-po pierwsze jest przeuroczy,bo na niewygodne pytania,ucieka w siebie,udaje wariata i nie odpowiada. Dlaczego,mówię 'udaje wariata'?Bo ma coś szalonego w spojrzeniu. Jest rzeźbiarzem pomieszczeń. Tak bym go nazwała.Fascynują mnie budynki,uważam,że mają swój klimat,duszę,jakkolwiek by to nazwać. Dziś jest modny design mieszkań,ale design mieszkań,a sztuka uczyniona z mieszkania to różnica.Design tworzą obcy ludzie,w ramach trendów. Sztukę w mieszkaniu tworzymy my sami,własnymi rękoma,własnym życiem,własnymi pomysłami. Czasami nawet gołe ściany z cegły,drewniana podłoga,biały sufit,kilka zadrapań,pajęczyna w rogu i jedno krzesło to już jest coś magicznego.Od razu przychodzą mi na myśl opuszczone budynki,fascynują mnie nie od dziś. One tak naprawdę są pełne życia,ale i śmierci. Są pełne życia ludzi,którzy byli tu wcześniej,ludzi,którzy żyją tu teraz(bezdomni,tzw. menele,młodzież,narkomani,panowie od paintballa,grupy od urbexu,fotografowie,grafficiarze,ludzie od squatów-jak na opuszczony budynek całkiem spora grupa bywalców).Pełne też życia,bo przestawiasz się na tryb tu i teraz-musisz być uważny-przestrzeń jest nieznana i niebezpieczna,musisz się wyczulić,by nie zrobić sobie krzywdy,jednocześnie wsłuchać,by poznać to miejsce i jego historię,ruszyć wyobraźnię. Śmierć?Bo ci,którzy tu byli kiedyś,dziś już ich tu nie ma,bo te budynki stoję gotowe do zburzenia,albo zapomniane przez miasto,urząd,właścicieli,bo Ty w każdej chwili możesz tam obcować ze śmiercią,wystarczy nieuważny krok Twój,lub Twojego towarzysza.
Chciałabym zaanimować tę przestrzeń,ale to nielegalne.
Ok,to była dygresja. Co do Schneidera,w dziecinstwie malował swoją postać krzyczącą. Teraz krzyczy poprzez swoje rzeźby,myślę. Krzyczy do nas,do społeczeństwa. Ma szalone pomysły-choćby to,by stworzyć budynek,do którego wejdzie się,ale już się nie wyjdzie,labirynt.Nagrywa filmiki ze swo
jej mrocznej piwnicy i fascynuje się pleśnią,czy starą dziurą w podłodze. Ale jest fajny, Widzi w tym piękno.Widzi w tym odbicie nas,ludzi. Bo co nam pozostaje?Wmurować siebie w ścianę,żeby pokazać jacy jesteśmy,jak to powiedział. Nie,wystarczy pokazać to pomieszczenie i wpuścić nas tam. Każdy znajdzie coś dla siebie.
http://www.youtube.com/watch?v=EsPCp6aUvlk
http://www.youtube.com/watch?v=bfBQokXPy9g
śmierć jest najlepszym wynalazkiem życia, bo tworzy miejsce dla nowego, jak stwierdził krótko przed swoją śmiercią Steve Jobs, współzałożyciel Apple.Tak dziś myślę,wcale nie chciałabym nieśmiertelności,tu,na Ziemi. Raczej wolę wędrówkę. Tu,potem Gdzieś.
"Sztuka jest dla mnie, w pozytywnym znaczeniu, podstawowym prawem człowieka. Umieranie może być też sztuką. W zasadzie miejsce umieranie jest osobistym kształtowaniem miejsca i otoczenia, w którym umieramy, rozpływamy się, aby stać się śmiercią. To zadanie, które stoi przed każdym człowiekiem. Artystyczną przestrzeń może cechować konieczna powaga, aby publicznie pokazywać umieranie i śmierć."-Gregor pierwotnie chciał zaprosić kogoś,kto będzie akurat naturalnie umierał, by zrobił to w przestrzeni galerii,normalnie pod opieką lekarzy,w towarzystwie bliskich. A przy okazji nas,obserwatorów. Profanacja?Obłęd?Nie,po prostu przywrócenie statusu naturalności śmierci. Dawniej krążyły korowody z trumną umarłego po mieście, w drodze na cmentarz. Dawniej ludzie zbierali się przy łóżku chorego,nie tylko rodzina,bliscy,ale sąsiedzi,każdy kto znał,kto chciał,trwali przy nim,przy jego odchodzeniu. Dziś robimy to sterylnie,w szpitalu,z dala od wzroku społeczeństwa.Dziś palimy zwłoki i przewozimy je osobnym samochodem,tudzież trumnę z ciałem przewozimy.Mamy kult życia,młodości,próbujemy wyrzucić myśl o śmierci,ze starców robiąc młodzieńców z tabletkami multiwitaminek,by byli pełni wigoru.Również żałoba staje się tematem tabu. Łyknij parę głębszych,parę tabletek,zamknij się w pokoju,a potem wracaj do nas i nie rozmawiajmy więcej na ten temat. Ani często też,na temat zmarłego.Boimy się,nie wiemy,jak się zachować.To wszystko dzieje się za kulisami,więc nie wiemy,co robić.Kiedyś bardzo fajny tekst naukowy o tym czytałam.Nawet o naturalności żałoby,która dziś już nie jest naturalna. I przecież każdy przechodzi ją na swój sposób.Ma swój czas jej trwania,swój sposób. To,że ktoś po utracie bliskiej osoby nagle oddaje się w wir pracy,wcale nie oznacza,że tej żałoby nie przechodzi. Ktoś inny zamknięty w czterech ścianach,niekoniecznie chce tam pozostać sam przez cały czas. Ale jakiś na pewno. Ktoś jeszcze inny wcale może nie chcieć być na siłę wyciągany gdzieś,"przywracany do życia'. Tam właśnie były opisane takie skrajne przypadki. Płaczesz-źle,nie płaczesz-źle,chcesz być sam-źle,nie chcesz być sam-źle.Bo brakuje nam wyczucia w tej kwestii. Wszystkiego przecież trzeba się nauczyć,nie tylko jako jednostki,ale też jako społeczeństwo.Również umierania,również trwania przy umierających,również życia po śmierci kogoś,również życia z kimś,kto stracił kogoś naprawdę ważnego,również rozmów o śmierci. Tak bez powodu. Tak po prostu. Wiesz,kiedyś umrzesz. Ty i Twoi bliscy. Może na Ciebie spadnie szykowanie pogrzebu,dokańczanie pewnych spraw,również tych wszystkich formalnych,urzędowych,które są cholernie męczące,również tych emocjonalnych,testamentowych,może na nich. Może warto wiedzieć,co kto chce, co trzeba by w razie,co zrobić. Ja wiem,że mojej mamie założę najlepsze ubrania, a paru osobom powiem:"nie". Nie udawaj,nie przychodź na pogrzeb,stypy nie będzie.Że ten grób to tylko i wyłącznie rodzinny ostatecznie musi być,żeby była z tymi,których kochała całym sercem.
Ja wiem,że chcę spocząć gdzieś pod brzozą,na wzgórzu najlepiej. I żeby ludzie byli radośni w jakiś sposób,może inaczej,żeby ludzie poczuli w sobie smak życia,który dla nich jeszcze pozostał,delektowali się nim, w ramach czci dla mojej pamięci.I noc poezji.I gdyby tylko była taka moc,to żeby coś wydać,cokolwiek mojego,jako ślad po mnie.
Po 2
Naukowcy(nie dziś) rozpracowali genotyp jednego człowieka-kilka tomów białych ksiąg,przypominających książkę telefoniczną. Zajęło im to dziesięć lat,wcale nie dużo.
Wstępny opis genomu człowieka opublikowano już w roku 2000. Dnia 26 stycznia prezydent USA Bill Clinton oraz premier Wielkiej Brytanii Tony Blair ogłosili ten fakt na wspólnej konferencji prasowej, stwierdzając: "Bez wątpienia, jest to najważniejsza, najbardziej cudowna mapa, którą rodzajowi ludzkiemu udało się stworzyć (...). Uczymy się dziś języka, poprzez który Bóg stworzył świat. Zostajemy przeniknięci głębszym niż kiedykolwiek podziwem wobec złożoności, piękna, i niezwykłości najświętszego daru Bożego[1]..
Ale,co teraz?Myśleli,że oto staną się bogami i rozpracują choroby itd., a teraz dalsza harówka na kolejne,dziesiątki setek lat.Najważniejsze,że ta wiedza jest publiczna. Wyobraźcie sobie-opatentować ludzki genom-paranoja,z jednej strony,z drugiej strony,owszem czyjaś ciężka praca. Ale to tylko kałuża w morzu pracy,która dalej czeka.
Ciekawostka:dziedzina informatyki zajmująca się analizą DNA to bioinformatyka. To musi być ciekawe;>tak,tak,żałuję tej genetyki,ale kto mi broni czytać o pocie czoła naukowców i choć w ten sposób dawać sobie małą rekompensatę,posiadanie pewnych informacji.Nigdy nie wiadomo,co może być inspirujące. Zwłaszcza w sztuce współczesnej i przy naszej technologii do wykorzystania.
Po 3
Kolejny temat tabu. Seks.Wydawać by się mogło,że to temat w cholerę obyty w naszym świecie. Reklamy prezerwatyw znajdziemy i w TV,sceny seksu w co drugim filmie,reklama samochodu niesie nawet wiadomość podświadomą erotyzmu,bo seks jest nośnikiem pieniędzy w świecie mediów i biznesu.Do tego afery seksualne,nośnik wypieków na twarzy ludzi żądnych wrażeń-czyli dalej forsa dla kogoś.Seks,nośnik statusu społecznego,czasami wysokiego,czasami przeklętego. Co,kto, z iloma nie robił i kiedy nie zaczął-po to by zbudować swój status,lub zrujnować czyjś status.Seks,nośnik piętna-gdy powiążemy to z religią,czy może z traumami.Seks,nośnik oczekiwań wygórowanych,gdy powiążemy to z popkulturą i romansidłami.I wreszcie seks-temat tabu.Czyli seks jako normalny aspekt życia człowieka. Seks,jako temat rozmów rodziców z dziećmi,seks,jako temat rozmów rodziców z dziećmi-nastolatkami,seks,jako temat między partnerami,seks jako temat między przyjaciółmi. Seks,jako debata publiczna,również.Seks,jako normalny temat rozmowy.Bez śmiechu(no chyba,że akurat konkretny moment wymaga śmiechu)bez nadmiernej powagi(chyba,że jak poprzedni nawias),bez kłamstw,bez tajemnic,bez oceniania,bez niedomówień,bez obrazy,bez strachu,wstydu,bez wyklinania,zażenowania,bez piętna religii,bez domysłów,z szacunkiem wzajemnym. To jak ze śmiercią. Coś naturalnego. I również coś,czego trzeba się nauczyć. Jednostkowo i społecznie. A my z tej natury robimy albo zmutowany twór,albo twór nieistniejący,twór "poza wzrokiem",póki nie ma ciąży.Albo twór gierek damsko-męskich,czy obu identycznych płci.A później rodzą się problemy,przeróżnej natury,na skalę masową.I moim zdaniem na wiele z nich zaradziłaby rozmowa odpowiednia-od najmłodszych lat,żeby ludzie nabywali świadomość seksualną. Która,owszem wiążę się też z praktyką,ale też z dojrzałością własną w psychice,z akceptacją własnej płci i seksualności,z akceptacją drugiej osoby,z wyczuciem siebie i drugiej osoby,czy wiedzą czysto biologiczną i niwelowaniem pewnych mitów i stereotypów, a w tym wszystkim pomoże rozmowa,czasami nawet i ze samym sobą.Tak,rozmowa ze samym sobą o seksie.Żeby pewne sprawy zrozumieć w sobie.Ot,tyle mam do powiedzenia.
Po3
Patrzenie się w sufit,leżąc w łóżku na wznak jest przerażające. Biały sufit,łzy cieknące mimochodem z bólu i ta świadomość,że niektórzy mają ten sufit aż nazbyt długo na widoku. Trzeba naprawdę na siebie uważać i dbać. A jednocześnie pewne momenty,uświadamiają jakiego my mamy farta. Gdy jesteśmy sprawni,czy nic nam nie dolega.
Po 4
To niby taki banał. Chodź,potrzymam Ciebie za rękę. Nie mogę nic więcej,ale tyle mogę. To niby tak niewiele. A cholerne trzymanie za rękę,fizyczne lub mentalne pomaga naprawdę. Człowiekowi jest jakoś raźniej. To i tak my musimy wstać i zrobić swoje,ale ktoś trzyma nas za rękę i dodaje OTUCHY.
Po 5
Od niecałego roku uciekłam od problematyzowania naukowego,czy logicznego na rzecz problematyzowania egzystencjalnego,czy 'swojego',nie wiem,jak to nazwać. Rozdrabniam się nad tym,nad czym mój umysł uważa,że jest to ważne,ale nijak ma się to z naukowym problematyzowaniem,czy logicznym.
Po 6
Godziny strachu,polecam film.
Po 7
Jestem masochistką z racji nie wiem,czego.Kiedyś mogę zapłacić wysoką cenę. Może mnie boleć,mogę zagryź wargi,ale swoje zrobię. Nie igra się z ogniem,gdy chodzi o zdrowie.
Po 8
Odkąd pamiętam toczę walkę płci. W sobie i z mężczyznami. Walka płci jest nie tylko moją walką,jest pokoleniową. Poza tym nazwijmy to dziwną ambicją-wyrasta się w pewnych stereotypach,przekonaniach i potem chcąc je burzyć,idzie się w jakiś absurd. Absurd udowadniania sobie i im,że jest się równym,takie słowo użyjmy. W równości tej zapominając tak naprawdę o równości drugiej osoby,tego pana, ale też o pewnych różnicach,bo cholera,mimo wszystko pewne różnice będą.Choćby biologiczne. Już kiedyś,w sławetnych mailach z Arielem, uznałam,że ta tak zwana prawdziwa kobieta, ma w sobie również pierwiastek męski,takiej lwicy, a tak zwany prawdziwy mężczyzna pierwiastek kobiecej wrażliwości.I cholernie podobają mi się mężczyźni, w których widzę pierwiastek kobiecy i kobiety,w których widzę pierwiastek męski, obok tego drugiego pierwiastka. Którzy z tym nie walczą,nie skrywają tego,a żyją.Garstka takowych,co znam,ale jakże dobra garstka.
I kiedy sobie pozwalam na złożenie orężu i pokój w sobie i pokój z przeciwnikiem odmiennej płci,nagle widzę coś pięknego. On i Ja stajemy się jeszcze bardziej-męscy i kobiecy,cokolwiek to niby ma znaczyć. Czuję się kobieco taka,jaka jestem w danym momencie,bez potrzeby udowadniania czegokolwiek,komukolwiek i ta kobiecość jest związana również z domieszką męskości,ale ta męskość to po prostu wewnętrzna siła,hardość. I ten mężczyzna,odbieram go jako męskiego,z tą domieszką kobiecej wrażliwości.I zawsze jest to dla mnie jedno z najpiękniejszych uczuć,choć wcale nie takie częste.Ostatnio znów je przeżyłam i zrozumiałam, że to wpływa obustronnie. I ile krzywdy sobie i komuś wyrządzamy całą tą walką płci. I nawet racja, co do seksu, bo walka płci w tej sferze raczej nikogo nie zbliży,a oddali. Można się zbliżyć biologicznie,co najwyżej.To tak w temacie Fridy notki,więc mi się strasznie cytaty ze zwierciadła podobają i jeden sobie skopiuję.
Jeśli potrafię kochać siebie w całości, obejmować czułą obecnością swoją kobiecość i męskość, mam w sobie gotowość do kochania drugiej osoby. Jeśli potrafię kochać drugą osobę, wtedy pojawia się we mnie naturalna gotowość do dawania miłości całemu światu. Dlatego wewnętrzne zaślubiny są warunkiem wstępnym do tworzenia harmonijnego wszechświata”. *
Pamiętam,jak od najmłodszych lat powtarzałam ludziom przepełnionym nienawiścią do siebie,jednocześnie pragnących wewnętrznie miłości,choćby dość hmm,nieświadomie czasami,że pierwszym krokiem jest samemu pokochać siebie. Żeby móc pokochać kogoś. A potem ta miłość,co już sama mówiłam,naturalnie wylewa się z nas,bo miłość zalewa nas taką falą,że nie sposób zachować ją tylko w sobie zachłannie.Bo to już wtedy nie jest czysta miłość,to jakaś żądza,czy obsesja.A potem,w minionym roku,gdzieś straciłam tę miłość do siebie. I pomyślałam,że jednocześnie gdzieś oddaliłam się od ludzi. Skupiona na sobie,nie w ten zdrowy sposób,bo trochę zdrowego egoizmu nikomu nie zaszkodzi,nawet nie w sposób narcystyczny-czy to jednak nie jest jakieś wynaturzenie niekochania siebie,narcyzm?-tylko w ciemny sposób,jest ciemno we mnie i nie wylewa się ze mnie światło,a ciemność. W tej ciemności błądzi się i daje się błądzić innym i to się nawet pozornie może wydawać,hm,bliskie.Bliskie relacje ze sobą i z innymi. Ale jeśli nie wyjdzie się z ciemności, to tylko będzie pozorna bliskość.Bo musimy potrafić żyć i w mroku i w świetle. I wylewać z siebie również światło, bo ten świat potrzebuje światła,które w różnych momentach rozbłyska od różnych ludzi.
To chyba tyle na dziś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz